Reding Adamowicz Jaclyn – amerykańska pisarka znalazła swoją rodzinę w Turzyńcu

Reding Adamowicz Jaclyn – amerykańska pisarka znalazła swoją rodzinę w Turzyńcu  Z TURZYŃCA DO OHIO 


Kiełbasa, czernina, figa, pierzyna – te słowa Jaclyn Adamowicz Reding słyszała w domu rodzinnym. Zapamiętała jeszcze jak dziadek John (Jan) wołał: - Chodź tutaj, rób gołąbki, pyszna kiszka. A babcia Sally (Salomea) raz po raz zatroskana wzdychała: O, Jezus Maria... 
Minął wiek. Wtedy wnuczka emigranta po trosze z Turzyńca (gm. Zwierzyniec), Górecka Kościelnego (gm. Józefów) i Szczebrzeszyna odnalazła miejsce, gdzie narodziły się słowa zapamiętane z dzieciństwa. Zrozumiała ich znaczenie... Poczuła, że wróciła do domu.


Chrust za wielką wodą


- Niezłe pierogi. Takie też jadłam u babci – mówi Jaclyn (Jackie). Zamówiła dużą porcję, dla siebie, męża Stevena i synka Caluma. Ze skwarkami, bo takimi częstowano ją gdy pierwszy raz przyjechała do Turzyńca. Siedzimy na zamojskiej starówce. Jackie jest już trzeci raz w Polsce (pierwsza wyprawa – 2003 r.). Teraz już dużo wie o swoich przodkach. W laptopie ma rozpisaną całą historię rodu Adamowiczów, aż do 1750 r.
- Drzewo – wtrąca po polsku Steven, jej mąż. Trochę chyba zazdrości żonie, że odkopała historię swego rodu. On też pochodzi z emigrantów – z  Rygi i Kijowa oraz z Rumunii. Ale jego przodkowie zmienili nazwisko, ślad się szybko urwał. I Stive nie ma drzewa.  
Jackie odnalazła akty urodzeń i ślubów swoich dziadków, pra i prapradziadków, wujków, cioć i kuzynów. Odszukała mogiły wielu z nich, poznała interesujące historie. Teraz dużo wie. Ale jeszcze kilka lat temu... miała tylko świadomość, że jej korzenie są w Polsce. W którym jej zakątku? Tego nie wiedziała, aż...
- To złożone – przyznaje Jaclyn. - Ale wszystko prowadzi do mojego dziadka Johna, ulubionego dziadka.
Dzieciństwo Jackie – typowe, amerykańskie. Urodziła się obok Cleveland w stanie Ohio. Była czwartym dzieckiem Freda Adamowicza (syn Jana) i Patrycji z Mikulskich Adamowicz (córka emigrantów; ojca z Pułtuska i mamy z Zagrzebia w Chorwacji). Miała trzech starszych braci. Wakacje zawsze spędzali w domu dziadków. A ten był dla nich, zwłaszcza dla Jackie, czymś więcej niż domem rodzinnym.
A dziadek Jan...
O, niezwykła osobowość – mówi pisarka. - Nauczył mnie jeździć na rowerze, na łyżwach, prowadził na pierwsze lekcje pływania, do parku, do kościoła. Mało, ale jednak mówił o polskich tradycjach Bożego Narodzenia, Wielkanocy, o ślubach. Z nim zajadałam się chrustem. Babcia smażyła go dla nas. Pamiętam smak gołąbków i bigosu. Ale nigdy nic nie mówił o swoim polskim domu, ani o tym jak radził sobie tuż po przybyciu do Ameryki – wspomina. -  Żył w okrutnej nędzy, osierocony, trudno mu było, dlatego nie mówił – tu w Polsce dopiero to zrozumiałam. Choć zawsze wiedziałam, że byliśmy Polakami. Przecież nasze nazwisko Adamowicz – polskie.


Kim jestem?


Ameryka, gdzie się wychowała Jackie, w rzeczywistości jest zlepkiem różnych kultur. Jej przyjaciele byli również kolejnym pokoleniem Amerykanów, a ich dziadkowie - Polakami, Chorwatami, Włochami lub Irlandczykami. Jako dzieci nie zastanawiali się nad tym. Byli Amerykanami.
Nauczono nas historii naszego kraju – Stanów Zjednoczonych. Uczyłam się nazwisk amerykańskich prezydentów i wydarzeń, które ukształtowały kraj, gdzie się urodziłam. Nic nie wiedziałam o mojej historii sprzed wieków. Tylko kilka słów i powiedzonek, strzępki tradycji, tyle.
Był rok 1999. Dziadek Jan zmarł. Dopiero wtedy, gdy go zabrakło, Jaclyn
odczuła potrzebę wypełnienia pustki o swojej przeszłości.
Pamiętam, że na akcie zgonu dziadka, jaki wydawał rząd amerykański nikt z mojej rodziny nie był w stanie podać prawidłowej informacji dotyczącej imion jego rodziców (to Franciszek i Marianna Adamowicz – przyp. red.), ani miejsca jego urodzenia. Była tylko informacja, że pochodzi z Polski – opowiada Jackie. - Czytałam ten dokument i pomyślałam sobie wtedy: “Skąd mogę wiedzieć kim naprawdę jestem, jeśli nawet nie mam pojęcia skąd pochodzę?”


Powrót do domu


Ale Jaclyn jest uparta, nie poddała się. Rozpoczęła poszukiwania. - Pojadę do kolebki emigrantów, na Elllis Island – to była pierwsza myśl, jaka przyszła jej do głowy.
Ellis Island, mała wyspa na przylądku Nowy Jork, gdzie przybywała większość emigrantów do Ameryki (od 1900 r.). Wielu wypisywało tam na specjalnych tabliczkach nazwę miejsca, skąd przybyli i nazwiska. Tablice są tam do dziś. Jaclyn szukała nazwiska Adamowicz. Znalazła.  Tam dowiedziała się, że jej ulubiony dziadek przybył do Ameryki, gdy miał 15 lat (przypłynął statkiem do USA w 1921 r.). Skąd? Właśnie, tu pojawił sie kłopot. Na tabliczce przeczytała nazwę miejscowości: “Turzanies”. Gdzie leży? W której części Polski? Pisarka szukała w internecie, na mapie. Nic. Nie ma takiego miejsca. Utknęła.
Czyżby tu ślad się urwał? - nie dowierzała. I nie dawała za wygraną. Przekopała cały dom dziadków, w nadziei, że właśnie tam natrafi na jakiś nowy ślad. Znalazła. Schowany głęboko paszport dziadka. A w nim pieczątki, z których wynikało, że w 1960 r. był w Polsce.   
- Wrócił  do Polski? Nikt nigdy mi o tym nie mówił – nie kryła zdziwienia wnuczka Jana Adamowicza. - Zaczęłam wypytywać mojego ojca, babcię. Tak, mój dziadek był w Polsce – raz – taką informację od nich uzyskałam. Zadawałam więcej pytań. Czy nadal ma tam rodzinę? Tak, bratanicę z którą korespondował. Kto? Gdzie ona mieszkała? Czy ktoś miał jej adres? Rodzina nie miała.


Adres do Krysi


Ale Jackie szukała dalej. W końcu znalazła starą pożółkłą kopertę z nazwiskiem: Krystyna Panas z Turzyńca. Napisała list. Był krótki i prosty. Jaclyn napisała po angielsku, potem użyła elektronicznego tłumacza, dodała parę polskich słówek, które zapamiętała lub znalazła w internecie. Wysłała list do Polski. Nie miała pojęcia czy Krysia nadal żyje, czy mieszka pod tym samym adresem, czy się odezwie, czy zechce. Czy kiedykolwiek otrzyma odpowiedź z kraju swoich przodków.
I pewnego dnia nadeszła.
To był mail (po angielsku) od kogoś imieniem Magda, żony Michała Świątkowskiego. Krysia to właśnie jego babcia. Tak się zaczęło odkopywanie przeszłości. Dzięki Michałowi i Magdzie, i wielu mailom, którte pokonywały pół świata, Jackie dowiedziała się, że ma kuzynów w Polsce. Wielu kuzynów! Rodzinę, o jakiej nigdy nie wiedziała.
W 2003 r. była z rodziną w Wielkiej Brytanii. Pojedzie do Polski – postanowiła. Trochę się obawiała: czy się porozumie, czy nie rozczaruje, czy ją przyjmą.
Z lotniska w Warszawie zabrali ją Michał i Magda. To oni zawieźli wnuczkę emigranta z Turzyńca do jego rodzinnej wsi. Tu Jackie spotkała wszystkich kuzynów. Przyjęli ją ciepło, choć ze zdziwieniem. Ale jak swoją.
Czułam się jak w rodzinie. Byłam taka szcześliwa – cieszy się Jaclyn.
Nawet zabrałam do Ameryki małą skałę z pola, na którym w dzieciństwie pracował mój dziadek.

Dziedek wie

Amerykanka ustaliła, że dziadek Jan miał trzech braci. Ich rodzice: Marianna i Franciszek zmarli wcześnie, zostawiając chłopców samych.  Najstarszy Walenty (ur. 1894 r.), wyjechał jako pierwszy do Ameryki. Władysław (1898 r.) wyemigrował do Kanady, a Jan (1906 ) zamieszkał z bratem Antonim (1897) i jego żoną. Biednie im się żyło, wtedy15-letni  Jan pojechał za wielką wodę – za chlebem, do brata Walentego.
Jaclyn dowiedziała się też, że owa Krysia to córka jednego z braci - Antoniego Adamowicza. Z kolei Franciszek, ojciec czterech braci Adamowiczów i jego rodzina rodziła się, mieszkała i umarła w Górecku Kościelnym (na cmentarzu są ich mogiły).  W księgach parafialnych w Szczebrzeszynie Amerykanka znalazła metrykę chrztu swego dziadka.
Opowiada jak kilka lat temu była w tym samym kościele św. Mikołaja, w Poniedziałek Wielkanocny. 
Stałam na zewnątrz, było pełno ludzi. Słuchałam w ciszy. Spojrzałam w niebo z nadzieją, że mój dziadek wie, że tam stoję, w miejscu gdzie jego życie się zaczęło – opowiada – Nagle poczułam chłód, ktoś przypadkowy wylał na mnie wiadro wody (śmigus-dyngus – przyp red).
Mokra stałam na chodniku i głośno się śmiałam. Pomyślałam: dziadek wie, że jestem w Polsce, z pewnością to było potwierdzenie.
Teraz Jackie przyjeżdża tu jak do siebie. Jej dwie książki zostały przetłumaczone i wydane w Polsce. To: “Dziewczyna z mgieł” i “Małżeństwo za karę”. Pozostałe jej romanse ukazały się w j. angielskim.  Akcja większości z nich toczy się w realiach historycznych (XVIII i XIX wiek), najczęściej w Wielkiej Brytanii i w Szkocji.
W Ameryce ludzie to lubią, to czytają  - mówi dziś 41-letnia Jaclyn. - Ale może napiszę też książkę o miłości z historą Polski w tle. Na razie uczę się tej historii, zapisałam się też na kurs języka polskiego, poznaję mentalność Polaków. To będzie wyjątkowa książka...

Jeśli znasz ludzi stąd (dziś rozsianych po Polsce i świecie) i uważasz, że ich historia powinna się znaleźć w Galerii Zamościan, powiedz nam o nich. Podaj do nich kontakt, podpowiedz gdzie go szukać? (kliknij)



Ogłoszenia

Pogoda

  • Środa: Temperatura jeszcze wzrośnie. W dzień będzie 28 st. C, w nocy 15 st. C. Niebo bezchmurne.
    Środa
  • Czwartek: Pogoda załamie się. Temperatura obniży się do 17 st. w dzień. Noc nadal dość ciepła - 15 st. C. Zachmurzenie duże. Będzie padać.
    Czwartek

Newsy filmowe

więcej filmów

Kalendarz: co, gdzie, kiedy?

Ostatnie komentarze



Proszę czekać... Proszę czekać...