Tokarz Zbigniew – marynarz z Aleksandrowa, który został na Alasce, teraz z żoną Dorotą mieszkają w Seattle

Tokarz Zbigniew – marynarz z Aleksandrowa, który został na Alasce, teraz z żoną Dorotą mieszkają w Seattle

Tam, gdzie niedźwiedzie zaglądają do obejść, gdzie wody roją się od łososi i gigantycznych halibutów, gdzie jest ropa, złoto, dzika przyroda. I spokój. Słowem...


PRZYSTANEK ALASKA


Na Alasce mieszka blisko 300 (!) rodzin polskiego pochodzenia. Wielu innych Polaków osiadło tu na rok, dwa, sześć... Taki przystanek w drodze do USA. Większość to marynarze, którzy w latach 80. zeszli ze statków rybackich. Jednym z nich był Zbigniew Tokarz, chłopak z Aleksandrowa.

 


- Zbyszek (akurat odbywa rejs na Hawaje – przyp. red.) siedział na Alasce rok, ja sześć lat, byłem już alaskańskim rezydentem. I choć od lat mieszkamy z rodzinami w Seattle, ciągle chce się tam wracać – mówi Stanisław Posłuszny, rodem spod Rzeszowa, przyjaciel Tokarza. Obu połączył ten sam marynarski los. Jeden i drugi porzucili swoje statki, które zacumowały na alaskańskiej wyspie Kodiak. Surowa, subpolarna i dzika Alaska stała się ich przystanią. Nie znali języka, nie mieli pieniędzy, marzyli o lepszym życiu. Był rok 1988.
Nie było łatwo. Mało, było bardzo trudno i przeraźliwie zimno. Ale wszystko wynagradzały bajkowe widoki Alaski (mieniąca się kolorami zorza polarna, góry wraz z najwyższym szczytem McKinley – 6.194 m., potężne lodowce, kryształowe wody) i dziewicza przyroda, zwłaszcza latem.
Wybuchała po zimie nagle, niemal z dnia na dzień, na trzy, góra cztery miesiące – opowiada Staszek. - I nie mogliśmy się nadziwić, byliśmy w środku najpiękniejszej natury na ziemi. Lasy pełne dzikiej zwierzyny, rzeki gęste od ryb, czyste powietrze. Byliśmy oczarowani. To starczyło, by przez resztę życia odpowiadać z dumą na zadane pytanie. „Jak to gdzie? Na Alasce”.


Gdzie śnieg ma 70 odmian


- Zbyszka ciągnęło na morze. Od dziecka marzył, by zostać marynarzem. Było już kilku w rodzinie. I wyjechał do Szczecina, miał 15 lat – opowiada Dorota Tokarz (z domu Tracz) także z Aleksandrowa, od 16 lat jego żona. Właśnie przyjechała do rodzinnej miejscowości na wakacje, razem z nią 15-letni syn Patryk i o pięć lat młodsza córka Martyna. Wszyscy mają już obywatelstwo Stanów Zjednoczonych. I wiedzą, że ich korzenie są w Polsce, ale ich amerykańskie początki – na Alasce.
Marynarz Tokarz, zanim zszedł ze statku pływał jako elektryk, pod polską banderą. Był w Afryce, w Skandynawii, w Kanadzie i USA. Między rejsami wracał do Aleksandrowa. Znali się z Dorotą, rozumieli, chcieli być razem.
- Kiedyś zapytał mnie, czy przyjadę do niego, gdyby został w Ameryce. Co za pytanie? Pewnie – nie miała wątpliwości, wtedy młoda pielęgniarka. I został, wysiadł na Alasce. 4 lata nie przyjeżdżał do Polski. Pisali do siebie listy, dzwonili. Gdy wrócił do kraju, wzięli ślub. Po kilku latach Tokarz zabrał do Ameryki żonę i wtedy 3-letniego synka.
Mąż niewiele mówił o Alasce, musiało być ciężko. Na pewno zimno i śnieżnie (Eskimosi mają podobno 70 określeń na odmiany śniegu – przyp. red). Tylko o przyrodzie sporo opowiadał, zawsze się zachwycał – mówi Dorota Tokarz. – Obrazu o tej krainie dopełniała potem Martyna. Miała nauczycielkę, która urodziła się i mieszkała wiele lat na Alasce. O! Ileż barwnych opowieści o życiu Eskimosów i Indian, o poszukiwaczach złota i wyścigach psich zaprzęgów córka przynosiła ze szkoły. Choć nigdy nie byłam na Alasce, wiele o niej wiem, jakbym siedziała tam latami.


... łosie łażą po ulicy


Sporo o tym 49. stanie USA pani Dorota wie od Posłusznych, Staszka i jego żony Heni. Ona też, Polka spod Rzeszowa, mieszkała w największym mieście Alaski - Anchorage. Pojechała tam za mężem, tam wzięli ślub.
On przypomina sobie pierwszy dzień wolności, spędził go w areszcie. Tak jak wielu polskich marynarzy zgłosił się na posterunek policji i poprosił o azyl. W sennym miasteczku portowym Sevard nie bardzo wiedzieli co z marynarzami zrobić. Było spokojnie, a tu taki kłopot. Nie mogli się dogadać, zrozumieli tylko, że to imigranci z Polski, to w Europie. Nazajutrz odwieźli ich do Anchorage, do tłumacza. Tam spotkali Polaka Stanisława Boruckiego (na Alasce mieszkał od 1962 r.), od pięciu lat pierwszego honorowego konsula RP na Alaskę. Zaprosił ich do polskiej restauracji „Warsow”, postawił obiad, pomógł.
Kto chciał na Alasce mógł zostać na zawsze. Kraina dawała możliwości takim jak marynarze, choć ze względu na klimat (zwłaszcza gdy ktoś osiadł blisko koła podbiegunowego) dawała w kość. Mrozy nawet do – 40, bywa, że - 60 st. C, silne wiatry, burze śnieżne, długie zimy i krótkie lata. Ale tak dramatycznie jest tylko na dalekiej północy. Tam, gdzie trafili polscy marynarze klimat był nie taki srogi.
- Dało się żyć – mówi Posłuszny. - Ba, ja pokochałem ten kraj. Jaki jest?
Większość Polaków wyobraża go sobie jak z legendarnego filmu „Przystanek Alaska” (choć był kręcony w stanie Waszyngton). Przeraźliwie zimno, pełno śniegu i leniwie płynące życie od rana do nocy, której tu, ze względu na położenie geograficzne, czasem nie ma (białe noce występują przez kilka miesięcy w roku). I łosie chodzące po ulicach. To prawda, łoś jest symbolem Alaski. A tu żyje ich 155 tys., alaskańskie są największe na świecie, waga niektórych dochodzi do tony!


... wekują łososie



Alaska jest największym stanem USA, w języku Aleutów, miejscowych Eskimosów znaczy to „Wielki Ląd”. I wielki jest, linia brzegowa Alaski jest dłuższa niż całej reszty Stanów Zjednoczonych, jej powierzchnia to jakby pięć Polsk. A na tej ogromnej przestrzeni tylko 650 tys. ludzi. To jakby rozsiać tam ludność dwóch Lublinów, albo 10 Zamościów. Prawie połowa mieszka w Anchorage. Tam trafił Tokarz, tam mieszkał Posłuszny (kupił nawet dom i samochód, koniecznie z napędem na cztery koła, inny to udręka).
Marynarze on od razu dostawali tam pracę. Przy rybach (na statku rybackim), jak większość mieszkańców. Rybołówstwo to podstawowe zajęcie alaskańczyków.
Bo Alaska jest rybnym rajem. Wszyscy tu wędkują.
- Mięso suszy się na powietrzu, wygląda upiornie, ale jest przepyszne. Wszyscy mają pełne zamrażarki najsmakowitszych gatunków ryb. Do dziś śnią mi się wszystkie zapachy i rybne smaki – opowiada pan Staszek. – I wciąż słyszę: „No, Eskimo”, gdy do miejscowych mówiłem, że są Eskimosami. To dla nich obraźliwe, bo znaczy tego, co je surowiznę. A oni surowych ryb nie jedzą. Kuchnia eskimoska jest świetna. Ryby wędzą, suszą, smażą, puszkują na zimę albo wekują.
Najwięcej jest tam łososi. Spośród wielu gatunków delikatesowym przysmakiem jest kong salmon – łosoś królewski. Nie ma sobie równych, jeśli chodzi o walory smakowe. Łososie płyną w górę rzeki w maju i lipcu, są ich tysiące. Łowi się ich 50-70 dziennie, wytrawni wędkarze łapią nawet 200! Specjalne łodzie wyprawiają się na Ocean na połowy (strzela się z karabinu) halibuta. Ta potężna ryba (ma smaczne mięso i wątroba), osiąga 1,5-2 m długości, waży 50-100 kg.


... grizzly wychodzi znienacka


- Kiedyś wyprawy na halibuta o mało nie przypłaciłem życiem. Popłynęliśmy na Morze Beringa. Połowy były udane. Nagle zaskoczyła nas burza. Zrobiło się przeraźliwie ciemno, wiał silny lodowaty wiatr, z horyzontu zginęły góry, zero widoczności, nawet rakietnicy nie mieliśmy. Wielu tam i tak skończyło – opowiada pan Staszek. – Na szczęście jeden z naszych wiedział o której godzinie jest przypływ. Tak rozpoznał kierunek. Droga powrotna trwała jakby wieczność. Ale do połowów mnie nie zraziła, choć już tylko letnich.
Właśnie latem na łowiska Alaski przyjeżdżają turyści z całego świata, podobnie jak na polowania. O, te, zwłaszcza na niedźwiedzie i łosie są tu popularne. Alaska to ogrom zwierzyny. Są tu stada karibu, czyli reniferów, kozły śnieżne, wilki, orły, a na północy foki, lwy morskie, wieloryby, wydry. I przechadzające się brzegiem rzeki niedźwiedzie grizzly (od 40 tys.). Czasem miśki przychodzą do ludzkich obejść, grzebią w śmietnikach (te są specjalnie skonstruowane, by zwierz mógł penetrować w odpadkach), mogą też zaskoczyć w lesie. Wtedy lepiej mieć broń, albo choć sprej pieprzowy, podobno odstrasza niedźwiedzie. A najlepiej hałasować. To nie żart. Przed wejściem do Parku Narodowego Denali można spotkać tablice: „W lesie zachowuj się głośno, by zawczasu przepłoszyć groźne zwierzęta. Najgorsze co może cię spotkać, to zaskoczyć je znienacka”.


... nie płacą podatków


Tysiące zwierząt i ptaków zginęło w 1989 r., kiedy u wybrzeży Alaski rozbił się tankowiec MT Exxon Valdez. Do morza wpłynęło ok. 40 mln l. ropy. Posłuszny dobrze to pamięta, bo on sam stracił fortunę. Zachciało mu się akurat wtedy pojechać do Nowego Jorku (na dwa miesiące), myślał, że tam zarobi więcej. Przeliczył się wrócił na Alaskę, wtedy było po katastrofie. Wszyscy marynarze od ręki dostali po 5 tys. USD odszkodowania. Jemu kasa przeszła koło nosa. Ale nie przechodziła dywidenda wypłacana przez państwo mieszkańcom Alaski. To jedyny stan, który zamiast pobierać podatki, wypłaca dywidendy pochodzące z opłat za wydobycie ropy naftowej (ostatnio ok. 1 tys. USD rocznie na osobę).
Ropa, właśnie. To bogactwo. Choć kiedyś, zanim odkryto złoża, uważano, że Alaska to odległa i bezwartościowa „kupa lodu”. Rosjanie (gdy przetrzebili wydry – na cenne futra) sprzedali ją Amerykanom. Za 7,2 mln dolarów! Był rok 1867. Wzbudziło to oburzenie w całych Stanach. Uznano, iż rząd zmarnował pieniądze podatników. Nikt nie przypuszczał, że wkrótce Alaska zasłynie z nieprzebranej ilości bogactw naturalnych. W 1897 r. natrafiono na żyłę złota nad rzeką Klondike. Odkrycie zapoczątkowało wielką „gorączkę złota”. Potem u wybrzeży Morza Arktycznego natrafiono na złoża ropy naftowej i gazu ziemnego. Dziś Alaska czerpie z tych bogactw ok. 85 proc. dochodów. Stan ten reklamuje się tym, że w ciągu 5 godzin wydobywana jest ropa warta ceny, za jaką Amerykanie kupili Alaskę.
I bezcenne bogactwo - dziewicza przyroda. I najczystsze na świecie powietrze. Taka jest Alaska.
Być jej mieszkańcem, to być trochę szaleńcem, trochę człowiekiem twardym – mówi pan Stanisław. - Tacy byliśmy, ja, Zbyszek i inni marynarze. Dlatego zawsze z sentymentem wracamy do alaskańskich czasów.
Obaj siadają w ogródku przed domem Tokarzów, na przedmieściach Seattle. Patrzą sobie na góry – te ciągną się dookoła – i rozmawiają o dwóch bliskich sercu krainach: o Polsce i Alasce. Opowieściom nie ma końca... W tym roku planują wypad na Alaskę, chcą ja pokazać dzieciom.

Jeśli znasz ludzi stąd (dziś rozsianych po Polsce i świecie) i uważasz, że ich historia powinna się znaleźć w Galerii Zamościan, powiedz nam o nich. Podaj do nich kontakt, podpowiedz gdzie go szukać? (kliknij)



Ogłoszenia

Pogoda

  • Środa: Temperatura jeszcze wzrośnie. W dzień będzie 28 st. C, w nocy 15 st. C. Niebo bezchmurne.
    Środa
  • Czwartek: Pogoda załamie się. Temperatura obniży się do 17 st. w dzień. Noc nadal dość ciepła - 15 st. C. Zachmurzenie duże. Będzie padać.
    Czwartek

Newsy filmowe

więcej filmów

Kalendarz: co, gdzie, kiedy?

Ostatnie komentarze



Proszę czekać... Proszę czekać...