Ostrowska Ilona - sztuki aktorskiej uczyła się w Zamościu, teraz gra Lucy w „Ranczu”
NASZA LUCY Z RANCZAKto w Amerykance Lucy, głównej bohaterce serialu „Ranczo”, którego każdy odcinek oglądało 7 milionów telewidzów, rozpoznał dawną aktorkę zamojskiego teatru Performer? Może tylko dawni przyjaciele i znajomi tworzącej go rodziny Dudzińskich. Dawni, bo Ilona Ostrowska na dobre opuściła Zamość kilkanaście lat temu, gdy dostała się na studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej we Wrocławiu.
Ilona? To był znakomity materiał na awangardową artystkę – mówi Paweł Dudziński, twórca prowadzonego z całą rodziną teatru Performer. - Było u nas kilka takich dziewczyn: zdolnych, które świetnie czuły muzykę, miały świetne ciała, znakomicie się ruszały. Facetów zresztą też. Nikt z nich nie zagrzał tu miejsca na dłużej, ale czemu tu się dziwić, skoro nasz teatr nigdy nie mógł zaproponować artystom choćby jednego etatu. Performer zawsze był biedny.
Akurat Ilona Ostrowska i tak chyba nie myślała o tym, by z teatrem związać się na stałe. Pojawiła się w nim na początku lat 90., bardzo zaangażowała w jego sztukę i życie rodzinne (tak zresztą było ze wszystkimi “adeptami” teatru, którzy na ogół większość czasu spędzali albo w Ośrodku Teatralnym Brama, który wówczas był siedzibą Performera, albo w obszernym mieszkaniu Dudzińskich przy Orlicz-Dreszera, w którym nigdy nie zamykały się drzwi). W Zamościu chodziła do szkoły (II LO), a po maturze chciała zdawać do szkoły teatralnej. W Performerze przygotowywała się do egzaminów. Na zawsze obleganą PWST dostała się za drugim razem. Do Wrocławia. Ukończyła ją w 1998 roku, ale przez lata było o niej cicho. Nawet reżyser “Rancza” Wojciech Adamczyk przyznał, że zanim zaangażował Ilonę do jednej z głównych ról, nie wiedział, że taka aktorka w ogóle istnieje. Po prostu zauroczyła go na castingu i dołączyła do doborowej obsady: Leona Niemczyka, Franciszka Pieczki, Artura Barcisia, Marty Lipińskiej, Cezarego Żaka. “Ranczo” okazało się wielkim sukcesem, ale Ilona Ostrowska w niczym nie przypomina wielu innych gwiazd seriali o wielomilionowej publiczności. Stroni od popularności.
- Performer? To dla mnie ważny moment. Byłam z teatrem związana przez dwa lata - mówi aktorka i podkreśla równocześnie, że wszystkie jej artystyczne czyny były świadome. - To było dla mnie wprowadzenie w sztukę przez duże “S”.
W rodzinie Performera
Teatr Performer i rodzina Dudzińskich zawsze postrzegani byli w Zamościu jako ekscentrycy, zawsze cierpieli na brak funduszy na utrzymanie i siebie, i teatru, ale na początku lat 90. mieli swój dobry czas. Mieli Bramę. Często zapraszano ich na prestiżowe festiwale i przeglądy teatru awangardowego. Akurat w tym czasie Performer, który zawsze uprawiał sztukę rytualną i opartą na improwizacji, tworzył widowiska, które najbardziej przypominały sztukę z gatunku action painting (to metoda malarska, polegająca na rozlewaniu farby na płótno). Aktorzy nurzali się w farbach, posypywali pigmentami i swoimi ciałami rysowali na ulicach, murach i płótnach obrazy. Zawsze towarzyszyła im ekstatyczna muzyka. Do teatru, który zawsze tworzyli Paweł i Bożena oraz ich dzieci: Anka, Sambor, akurat wtedy najbardziej zbliżyły się Ilona oraz “Lusia”. I to one właśnie użyczyły Performerami swoich ciał. - Nagi aktor, pozbawiony wszystkiego, nawet kostiumu. Na scenie stwarza i siebie, i kostium. To była nasza technika artystyczna – opowiada Paweł.
Ilonę przyprowadził do teatru Sambor. Była jego dziewczyną. Zaraz potem wyjechali na świetny wówczas festiwal teatrów ulicznych w Jeleniej Górze. Rok później dostali zaproszenie na największy w Europie festiwal teatralny w Awinion.
To były niezapomniane chwile. Kontakt z artystami z innych krajów, konfrontacja z wielką sztuką... To było coś – opowiada Sambor Dudziński, który sam ukończył wydział lalkarski PWST i właśnie zrezygnował z etatu w Teatrze Muzycznym Capitol, bo zakłada pod Wrocławiem wioskę artystyczną. - Trzeba mieć wyobrażenie, jak funkcjonował nasz teatr. Był jak wielka rodzina – mówi Sambor. - Dom rodziców zawsze był otwarty i zawsze przychodziło tam mnóstwo ludzi. Razem jedliśmy obiady i kolacje. Atmosfera była niecodzienna. Spotykaliśmy się też w Bramie i bardzo dużo pracowaliśmy. Latem rozkładaliśmy się na trawie i godzinami razem przygotowywaliśmy scenografię, instrumenty, wkładając we wszystko dużo serca. Jeśli ktoś zainteresował się naszą sztuką, rodzice przyjmowali go do teatru w charakterze adepta. Tak też było z Iloną.
Paweł i Bożena prowadzili dla nich warsztaty. Paweł bardziej skupiał się na zajęciach ruchowych i - jak sam to nazywa - kształtowaniu osobowości artystycznej. Pani Bożena - na śpiewie, pracy z głosem, interpretacji testu. Warsztaty miały też przygotowywać do egzaminów na studia artystyczne. Udało się to nie tylko w przypadku Ilony.
Przylgnęli na dobre
Ilona przestała występować w teatrze Dudzińskich po tym, jak dostała się na studia. Ich regulamin nie zezwalał na prowadzenie innej działalności artystycznej. Kontaktu z rodziną nie zerwała jednak do dzisiaj, podobnie zresztą jak większość ludzi, którzy przylgnęli do Performeru nie tylko jako członkowie grupy, ale i przyjaciele. - Nie ma świąt, żeby wszyscy nie schodzili się do nas lub przynajmniej nie dzwonili – przyznaje pani Bożena. - Ilona też dzwoni, czasem po prostu po to, żeby się z czegoś zwierzyć. Oczywiście, śledzimy to, co robi jako aktorka.
O ile pozwalał na to czas, oboje oglądali więc “Ranczo”. - Pierwsza część była rewelacyjna, druga trochę siadła. Piękny scenariusz. A Ilona w zasadzie grała siebie. Kreacja była bardzo delikatnie nałożona na jej osobowość – ocenia Paweł Dudziński.
Inaczej zakończyła się za to znajomość z Lusią, która nie tylko zerwała wszelkie kontakty z rodziną, ale i wyrzekła się swojej pracy w teatrze. Nie pozwala na publikację zdjęć ze spektakli, na których występowała nago. I właśnie z tą nagością – nie wiedzieć czemu – zrobił się w teatrze wielki problem. Potem już tylko dorywczo inne dziewczyny zgadzały się rozbierać na spektaklach. Paweł Dudziński zmuszony był swego czasu zatrudnić byłą striptiserkę, tak dalece nie mógł odżałować braku ciała w swojej sztuce.
SŁAWNA Z DNIA NA DZIEŃ
Jeszcze na studiach, na XIX Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, Ilona Ostrowska otrzymała nagrodę im. Agnieszki Osieckiej dla najlepszego studenta startującego w konkursie. Najpierw zaangażował ją Teatr Polski we Wrocławiu, potem Współczesny w Warszawie. Przez lata grywała epizody i drugoplanowe role w filmach (“S@motność w sieci”, “Dzień świra”, “Głośniej od bomb”, “Sezon na leszcza”), serialach (“Kryminalni”, "Talki z resztą”, “M jak miłość”, “Na Wspólnej”) i w teatrach telewizji. Pozostawała jednak anonimową aktorką. Głośniej było tylko o jej roli w “Tulipanach” Jacka Borcucha, gdzie zagrała dziewczynę Borysa Szyca. Dopiero udział w serialu “Ranczo” przyniósł uznanie dla jej aktorskiego warsztatu i popularność.
Serial emitowany na antenie TVP 1 w niedzielne wieczory bił rekordy oglądalności. Każdy jego odcinek oglądało 7 mln widzów. “Ranczo” zjednało ich sobie znakomitym aktorstwem całej obsady, inteligentnym humorem opartym głównie na podpatrywaniu polskiej prowincji i ciekawym scenariuszem. TVP 1 pokazała już dwie jego serie, właśnie kręcona jest trzecia. Na kanwie serialu powstaje też film fabularny.
Ilona Ostrowska trzyma jednak dystans do tej nagłej popularności. Nie ukrywa, że dostaje teraz wiele innych propozycji gry w filmach, ale od sławy stroni: nie pokazuje się w kolorowych czasopismach, w telewizji wręcz wyjątkowo, niemal nie udziela wywiadów.
Aktorka nie ukrywa, że jest teraz bardzo zajęta – także opieką nad roczną córeczką. Uchyliła rąbka tajemnicy o swoim burzliwym romansie z reżyserem, aktorem i muzykiem Jackiem Borcuchem, zakończonym w końcu ślubem i o zamiłowaniu do egzotycznych podróży, choćby po Azji.
Jeśli znasz ludzi stąd (dziś rozsianych po Polsce i świecie) i uważasz, że ich historia powinna się znaleźć w Galerii Zamościan, powiedz nam o nich. Podaj do nich kontakt, podpowiedz gdzie go szukać? (kliknij)


















Proszę czekać...