Absolwenci hrubieszowskiego „Staszica” na jubileuszu 90-lecia szkoły

Absolwenci hrubieszowskiego „Staszica” na jubileuszu 90-lecia szkoły

Z hrubieszowskiego „Staszica” poszło w świat 10 tysięcy absolwentów. Ponad 600 z nich stawiło się na jubileuszu 90-lecia „swojej budy”


DZIECI STASZICA



- Władek! To ty? Posiwiałeś... Helenka, gdzie twoje warkocze? A Sapci nie widzieliście? Anielice wszystkie, do mnie! Dwója, pro panie – ileż było wzruszeń, ile wspomnień. Nie mogło być inaczej, w końcu to 60 lat od matury, pół wieku, 20 lat...
Absolwenci Gimnazjum i Liceum im. ks. Stanisława Staszica w Hrubieszowie zjechali (21 czerwca) z całej Polski. Niegdyś Jaśki, Bolki i Irenki, dziś profesorowie, architekci, lekarze, posłowie, paru wójtów, księża, nauczyciele... Słowem – jak przywitała wszystkich Alicja Borkowska (matura 1986), obecny dyrektor szkoły – elita intelektualna polskiego społeczeństwa. Pozdrowienia od byłych uczniów przyszły z USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Izraela. Wszyscy, osobiście lub myślami, wracali po latach do prowincjonalnego miasteczka nad Huczwą, do swego „Staszica”, do czasów swojej młodości...


Wasza młodość...nasza młodość



Dzień był wyjątkowy: początek wakacji, pierwszy dzień lata (i sobótkowa noc spędzona na balu absolwentów), także imieniny pani dyrektor i najważniejsze - urodziny szkoły. Jej historia to tak naprawdę historia niepodległego państwa polskiego. Gimnazjum i liceum powstało w 1918 r., kształciło uczniów, wychowywało, uczyło patriotyzmu, ale też integrowało społeczności: Polaków, Ukraińców, Żydów (taki był wtedy Hrubieszów). Tylko przez rok - w 1939, bo nie pozwolili Niemcy - w szkole przerwano naukę. Potem czasy bywały różne, ale nauczyciele (doskonale wykształceni, wymagający) zawsze dbali o to, by szkoła była dla wychowanków oknem na świat. I była.
- To wciąż marka licząca się na rynku światowym... przepraszam, oświatowym – przejęzyczyła się Alicja Borkowaka. Sala gruchnęła śmiechem. Ale potem wielu gości i absolwentów do owego lapsusu nawiązywało, zwłaszcza opowiadając o wychowankach, którzy zrobili karierę za granicą.
Dzieci „Staszica” spotkały się na mszy w kościele św. Mikołaja, którą pod przewodnictwem ks. bpa Wacława Depo odprawiało kilkunastu księży (uczestniczył także ks. Jan Kot, z sąsiadującej ze szkołą parafii prawosławnej). Po nabożeństwie specjalny montaż słowno-muzyczny „Wasza młodość – nasza młodość”, dedykowany absolwentom, zaprezentowali ich młodsi koledzy – obecni uczniowie (pod kierunkiem Grażyny Temporowicz, Barbary Wierzchowskiej, Anety Franke i Arkadiusza Sali). Najpierw była parada, przebranych w różnobarwne stroje, uczniów ulicami miasta. Potem poezja, tańce ludowe, żartobliwe wspomnienie nauczycieli, ale także przeboje, które śpiewali wszyscy: „To co znam, to radość najpiękniejszych lat”, czy „Niech żyje bal”.


Legia profesorska


Ale zanim zaproszono na bal zabrzmiał dzwonek. Nie ręczny, jakim grzmiał woźny Wątróbka, elektryczny, ale swojski. Wszyscy rozsiedli się w klasach, były wspomnienia, opowieści pod tablicą.
- Ty mnie poznajesz? Jestem Gruszka, Jasio (1951), razem mieszkaliśmy w internacie – pyta Jan Gruszecki (śmiali się z niego, zmienił nazwisko), ginekolog z Lublina.
- Zawsze byłeś przystojny i nietłusty, nic się nie zmieniłeś – rozpoznał kolegę prof. Zdzisław Bombera (1951), wykładowca Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Warszawie. – Nie to co ja, ze mnie kawał profesora. Ale poszukajmy swoich.
Ten rocznik nie dopisał, koledzy trzymali się więc we dwóch. Chodzili po klasach, rozprawiali, wołali jak ich dyrektor Konstanty Alichniewicz na woźnego (legionistę zresztą): „Panie Leonie, do szmaty urwisów!”.
Na „profesorskiej” liście jest więcej wychowanków. To prof. Franciszek Greniuk (1946), żołnierz AK, były kanclerz Kurii Diecezjalnej w Zamościu, wciąż pracownik naukowy KUL. Jego kolega prof. Ryszard Skarżyński (1946) jest autorem wielu projektów budowlanych w Warszawie. Spod jego ołówka wyszły m.in. budynek ambasady Chin, hotel Rady Ministrów, muzeum „Pawiak”, czy wieże oświetleniowe stadionu „Legii”.
Na Uniwersytecie Georgia w amerykańskim Athens wykłada prof. Ignacy Misztal (1973), prowadzi badania nad metodami statystycznymi wyceny genetycznej zwierząt. Jeździł z wykładami na uniwersytety do 26 krajów świata. To on, dziś z przymrużeniem oka, wspomina horror, jaki przeżywała zawsze jego klasa na lekcjach historii u dyrektora Jana Dacy. „No i kiedy Napoleona powiesili? W 1835 r.?” – pytał delikwenta. Gdy ten wystraszony potwierdzał, sor krzyczał: „Siadaj, durniu, on sam umarł! Dwója!
Prof. Teresa Wawrzynowicz (1950), pracownik naukowy Akademii Medycznej w Lublinie jakby dziś widzi, gdy do klasy wchodzi uśmiechnięta „Sacharynka” (Józefa Charkowska od polskiego), siejąca grozę „Skrobia” (Natalia Tabaczkiewicz od geografii), czy germanista Mieczysław Żytkiewicz, zawsze w muszce pod szyją i nieodłącznym psem – Lalką.


W ropie, w rozumie, na Księżycu


Ich jest tylko troje, maturzyści z 1976 r., klasa matematyczno-fizyczna. Przy stoliku rozprawia Janusz Roicki, absolwent krakowskiej AGH, przyjechał z Gorlic. Jest szefem wierceń w Zakładzie Robót Górniczych w Krośnie. W poszukiwaniu ropy i gazu zjeździł pół świata (m.in. Kazachstan, Łotwa, Oman, Mozambik). Jego klasowy kolega Wiesław Łasocha (z Hostynnego) to jeden z młodszych profesorów w Polsce, członek PAN. Zajmuje się badaniami struktury kryształów na wydziale chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego. A z nimi Teresa Krawczuk z Hrubieszowa. Do tej samej klasy chodził Lech Bojko, wójt Werbkowic, Jan Kondrak, bard lubelski oraz Andrzej Zubala, architekt z Londynu, dwukrotny zwycięzca telewizyjnego turnieju „Miliard w rozumie”.
W tej samej sali rozsiadła się matura 1975 i 1976. A w pokaźnej gromadzie Maria Gmyz z Zamościa (architekt, dyplom pod kierunkiem prof. Wiktora Zina, także absolwenta, matura 1946), Jacek Łaciński (notariusz z Hrubieszowa), Lech Szopiński (wójt Mircza), Łucja Watras z Hrubieszowa (organizatorka czterech zjazdów klasowych). Ta ostatnia, zanim dołączyła do klasy, cieszyła się z przyjazdu swego ucznia dr Grzegorza Mizerskiego (1991), była jego wychowawczynią. To fenomen, zdobywca brązowego medalu na Międzynarodowej Olimpiadzie Biologicznej w Ołomuńcu (jako uczeń drugiej klasy!). Doktorat obronił badając białaczki limfocytowe, teraz pracuje w sanatorium w Nałęczowie. Grzesia (tak mówią o nim) odkrył i do olimpiady przygotował Mirosław Wachowski (1963). Ten wspominał nie tylko czasy olimpijskie swego ucznia, ale też własne. Chodził do klasy z najlepszym z geografii i historii Bolesławem Pycem (potem przez 15 lat dyrektorem „Staszica”) oraz dr Irena Gronowską, fizykiem na Politechnice Warszawskiej.
- Do dziś sądziłam, że Mieczysław Bekker (1905-1989 – przyp. red.), wielki fenomen, konstruktor pojazdów księżycowych, jest „staszicowcem” . To z dumą rozgłaszałam na wszelkich sympozjach – mówi dr Gronowska. – Do dziś, bo właśnie się dowiedziałam, że pochodził ze Strzyżowa, naszej szkoły nie kończył. Ale blisko był, prawie nasz.


Krowę na herbie i „kropkię jak dwójkię”



Za to pewne jest, że ciocia Gronowskiej była przyjaciółką prof. Zina. I prowadzi do Aliny Skarżyńskiej (1948), absolwentki orientalistyki (specjalność – iranistyka), pracownik Studium Języków i Zagadnień Wschodu przy MSZ. Ta rozprawia z Krystyną Wojcieszek (1949) ze Szczecina (żona marynarza, opłynęła z nim cały świat, od Afryki po koło podbiegunowe). Pani Ala: - Wiktor wszystkie rysunki za mnie kończył. Moja krowę w herbie Hrubieszowa przerabiał na jelenia.
Obie wspominają historię, gdy kiedyś po cichu przed rodzicami uciekły na wyprawę do Lasku Dominika na konwalie. Wiktorowi nie powiedziały. Zemścił się. Narysował historyjkę w czterech obrazkach (jak idą, jak bawią w lesie, jak wracają, jak dostają manto) i wywiesił na froncie ich domu, ku uciesze miasteczka. Pani Krystyna do dziś ma obrazek jego autorstwa z dedykacją: ”Pięknej Krysi – ślubny małżonek”. Mieli wtedy po naście lat.
Zina wspominał także Tadeusz Panasiewicz (1939 – to najstarszy reprezentowany na zjeździe) z Warszawy, który prze 33 lata pracował w departamencie gospodarki terenowej przy Radzie Ministrów. On m.in. wstawiał się, by pieniądze zamiast na odbudowę zniszczonych Bieszczad trafiły na renowację zagrzybionej zamojskiej Starówki.
- A ja siedziałem z Zinem w pierwszej ławce. Obaj marnego wzrostu byliśmy – wspomina Stanisław Pyra-Piro (1942), artysta, twórca ponad 12 tys. rysunków, 400 obrazów, 300 rzeźb i 1,2 tys. wierszy, a ile biżuterii (prezentował je w wielu galeriach w Polsce i na świecie). To także twórca „fausta” - autorskiej technologii zdrowia i sprawności. Skutecznej, bo na balu, mimo przeszło 80 lat, przetańczył do rana.
A co tam tak gwarno? To najliczniejszy rocznik – matura 1957. Tu rządzą księża: Zygmunt Lipski z Lublina i Jan Liwak spod Siedlec.
- Ludzie od nas daleko zaszli. Bo jak mieli takich profesorów jak Jan Jopyk, który z biblioteki po kartce dawał nam do poczytania londyńskie wydanie książki o bitwie pod Monte Cassino, czy matematyk Karol Nemetti, co patriotyzmu na równi z matematyką uczył. Kto nie pamięta łacińskich sentencji wkładanej do głów przez Marię Nemetti – opowiada ks. Liwak.
„Dziewczęta”(1955) - Sabina Nowosad, Lucyna Gliniak, Irena Teodorowicz i Zdzisława Skowronek jedna przez drugą przypominają sobie jak Nemetti zwykła mawiać: „Ty anielico, nic nie umiesz”, albo „Stawiam ci kropkię, jak dwójkię”.
Ale tego dnia nie było kropek, ni dwójek. Były wspomnienia, spisywane do kolejnej monografii – na 100-lecie szkoły i prezenty. Wyjątkowy podarował jubilatce burmistrz Hrubieszowa Zbigniew Dolecki. To ponad 20 wiekowych książek, opieczętowanych stemplem Centralnej Biblioteki w Hrubieszowie i... Niemieckiej Fabryki Papieru w Wadowicach. Dostał je rok temu od Edwarda Stanka, wadowickiego lekarza. Jako młody chłopak w latach 1943-44 pracował w owej fabryce, która polskie książki przeznaczała na przemiał. On je wykradał i chował. Po latach przywiózł, by oddać je miastu nad Huczwą. Gdy burmistrz opowiadał tę historię niejednemu zakręciła się łza w oku...

Jeśli znasz ludzi stąd (dziś rozsianych po Polsce i świecie) i uważasz, że ich historia powinna się znaleźć w Galerii Zamościan, powiedz nam o nich. Podaj do nich kontakt, podpowiedz gdzie go szukać? (kliknij)



Ogłoszenia

Pogoda

  • Środa: Temperatura jeszcze wzrośnie. W dzień będzie 28 st. C, w nocy 15 st. C. Niebo bezchmurne.
    Środa
  • Czwartek: Pogoda załamie się. Temperatura obniży się do 17 st. w dzień. Noc nadal dość ciepła - 15 st. C. Zachmurzenie duże. Będzie padać.
    Czwartek

Newsy filmowe

więcej filmów

Kalendarz: co, gdzie, kiedy?

Ostatnie komentarze



Proszę czekać... Proszę czekać...