Banach Lech – lekarz z Sahrynia, co osiadł w RPA, najbogatszym kraju Afryki

Banach Lech – lekarz z Sahrynia, co osiadł w RPA, najbogatszym kraju Afryki Z SAHRYNIA DO UMTATY


- Murzyn w Hrubieszowie! Dla mnie, chłopaka ze wsi, było to dziwowisko. Łaziłem za nim krok w krok, nie mogłem od niego oderwać oczu – opowiada o swoich licealnych czasach, pochodzący z Sahrynia (gm. Werbkowice) prof. Lech Banach (58 l.). Wtedy nawet nie przypuszczał, że los rzuci go na Czarny Ląd.
Republika Południowej Afryki – bo tu pracuje i mieszka od przeszło 20 lat profesor z Sahrynia - jest przyjazna dla cudzoziemców. Wielu ludzi z całego świata przyjechało tu do pracy, w tym naukowców, i osiadło na stałe. To najbogatsze państwo Afryki.
Zawsze byłem ciekawy świata, ale że wyląduję w krainie złota, diamentów i platyny, także wśród słoni, nosorożców i lwów... Nawet marzeń takich nie miałem.


Samolotem na pierogi


- Kolejny dzień zajadam się pierogami. U mamy, lepi najlepsze. W mojej afrykańskiej ojczyźnie, choć kuchnia tam wyśmienita, takich nie ma – zwierza się Lech Banach. Przyjechał niedawno do Sahrynia, bo był, jak żartuje, w okolicy: na sympozjum w Hiszpanii. Wsiadł w samolot, bo ruskich i z kaszą gryczaną mu się zachciało.
- O!, yes. Pierogi are very good – potwierdza Barbara, czarnoskóra małżonka profesora. Barbara, specjalistka od hotelarstwa, prowadziła pensjonat Banacha (dla zagranicznych turystów) nad Oceanem Indyjskim. Teraz wspólnie wychowują jej dzieci: 18-letnią Aphiwe i 8-letniego Siya. Barbara w Sahryniu i Hrubieszowie jest pierwszy raz. Początek maja, dość ciepło.
- U nas taka jest zima, właśnie się zaczyna – mówi Banach. Przez 300 dni w roku temperatura dochodzi tam do 27-30 st., zimowe są dwa miesiące. Oczywiście, wysoko w górach, zdarza się śnieg. Ale to rzadkość.
Już się przyzwyczaiłem, ale na początku... Żar lał się z nieba, gorąco jak w piecu. Nie wszyscy Europejczycy to znosili, wracali – opowiada. On jednak czuł się tam dobrze, od pierwszych dni. Na Czarny Ląd trafił w 1985 r. Najpierw, na dwa lata do prowincjonalnego szpitala w Zambii, stamtąd pojechał do RPA, gdzie zarobki lekarzy są wielokrotnie większe niż w Polsce.


Tkanki idą internetem


- Moi rodzice wiedzieli, że nauka otwiera drogę w świat. Stawiali na kształcenie – opowiada profesor, najstarszy z trójki dzieci Stefanii i Tadeusza Banachów. - Mieliśmy w rodzinie profesora Romana Trześniowskiego (to mój chrzestny), także kilku nauczycieli. I każdego szanowano. To była sprawdzona recepta na życie. Mama, mimo że trudno było jej związać koniec z końcem, posłała mnie do Liceum im. Staszica do Hrubieszowa. To moje okno na świat.
Choć Leszek miał smykałkę do fizyki (rozbierał i składał radioodbiorniki), wymyślił sobie, że będzie lekarzem. Został patologiem, przeprowadzał sekcje zwłok, badał tkanki.
Zajmuje się nimi do dziś. Od kilku lat kieruje najnowocześniejszym w RPA zakładem telemedycyny. Sam jest jej twórcą.
Zaczęło się od Hongkongu. Banach był tam (1994 r.) na światowym kongresie patologicznym. Rzucił pomysł, by wykorzystując nowoczesne systemy łączności przesyłać do konsultacji zdjęcia komórek nowotworowych do ośrodków specjalistycznych w różnych krajach.
Przed nową RPA, kiedy Nelson Mandela został prezydentem kraju, z powodu napadów i rozlicznych walk, słabo działała poczta, preparaty medyczne były niszczone albo szły do ośrodków w Kapsztadzie (tu w 1967 r. wykonano pierwszy na świecie przeszczep serca – przyp. red.) czy Johanesburgu tygodniami. Telemedycyna była potrzebą – tłumaczy lekarz. Teraz jest uznanym ekspertem od telepatologii. Z wykładami jeździ po całym świecie: od Japonii, Singapuru, Australii, po Wielką Brytanię i USA. Organizuje wiele konferencji i szkoleń.


Ten kraj to raj...


...ocenia profesor. – Pełno tu soczystej zieleni, cudownych drzew i kwiatów, potężnych agaw i aloesów, plantacji bananowych, sadów pomarańczowych oraz szpalerów palm. I dzikie zwierzęta. W wydzielonych rezerwatach można natknąć się na spacerujące po drogach słonie, nosorożce, zebry, lwy, żyrafy, hipopotamy i antylopy. W rzekach są krokodyle, a do ciepłych, oceanicznych zatok przypływają setki wielorybów, by tu rodzić młode. Do tego góry z kurortami obleganymi przez turystyczny bogaty świat.
Kraj słynie z największych na świecie pokładów złota, diamentów, platyny i paladium. Ocenia się, że w RPA spoczywa ponad połowa światowych rezerw złota. Nigdzie indziej inżynierowie nie wykonują głębszych odwiertów niż na Przylądku Dobrej Nadziei. Tu działa ponad tysiąc kopalni cennych kruszców. I tylko najwytrwalsi Murzyni mogą w nich pracować, bo kto wytrzyma pod ziemią, gdzie temperatura dochodzi do 60 st. C?
RPA jest bardzo dobrze rozwinięta gospodarczo. Dochód narodowy na mieszkańca wynosi ponad 11 tys. USD. Obywatele płacą dość wysokie podatki. Banach oddaje 45 proc. swoich dochodów, ale i tak nieźle mu się wiedzie. Jakieś 200 km od miasta Umtata (nad Oceanem Indyjskim, tu mieści się uniwersytet, gdzie pracuje) ma własną 14-hektarową posiadłość, a na niej dom oraz stawy. W jednym pływają sprowadzone z Europy karpie, w innych węgorze i black bassy. Do pracy profesor dojeżdża trzypasmową autostradą. Tego typu nowoczesnych dróg jest w RPA ponad 3 tys. km. Ciągle powstają nowe. Na wiele ulg mogą liczyć przedsiębiorcy. Np. firmę rejestruje się w ciągu godziny, bez opłat, nie wychodząc z domu. Co ciekawe, w dużych miastach nie funkcjonuje komunikacja publiczna, wszyscy tam mają samochody; własne lub wypożyczone. Po ulicach miast najwięcej jeździ mercedesów, poza nimi - wozy terenowe.
Ale RPA boryka się też z kłopotami. Aż 5 mln ludzi (na 47 mln mieszkańców) cierpi na AIDS. Chorych utrzymuje państwo. Podobnie jak dopłaca do leczenia nowotworów skóry (sporo ich z powodu słońca). Inny kłopot, to uchodźcy z sąsiednich krajów, np. Mozambiku czy Namibii. Ci koczują w slumsach na obrzeżach bogatych miast, nie pracują, kradną.
Problemy są, ale na ulicach tego nie widać. Widać za to barwne stragany z owocami i warzywami, potężne markety, gigantyczne banki, ekskluzywne wieżowce czy restauracje najróżniejszych kuchni świata.
Tu jest wszystko. Najwięcej jednak jada się dań z kurczaków oraz owoców morza: kalmarów, krewetek, małż i ośmiornic. Są świetne – mówi Banach. – Ale gdy wracam z Polski, zawsze zabieram do RPA rarytasy, których tam nie ma: kaszę gryczaną, grzyby i chrzan.

Jeśli znasz ludzi stąd (dziś rozsianych po Polsce i świecie) i uważasz, że ich historia powinna się znaleźć w Galerii Zamościan, powiedz nam o nich. Podaj do nich kontakt, podpowiedz gdzie go szukać? (kliknij)



Ogłoszenia

Pogoda

  • Środa: Temperatura jeszcze wzrośnie. W dzień będzie 28 st. C, w nocy 15 st. C. Niebo bezchmurne.
    Środa
  • Czwartek: Pogoda załamie się. Temperatura obniży się do 17 st. w dzień. Noc nadal dość ciepła - 15 st. C. Zachmurzenie duże. Będzie padać.
    Czwartek

Newsy filmowe

więcej filmów

Kalendarz: co, gdzie, kiedy?

Ostatnie komentarze



Proszę czekać... Proszę czekać...