Romanse nie zmyślone
PRAWDZIWA HISTORIA MIŁOŚCI
Czytasz wydanie archiwalne Tygodnika Zamojskiego z 22 października 2008. Zobacz najnowsze wydanie.
Na wstępie kilka słów wyjaśnienia: dokonało się to w pierwszej połowie sierpnia 1942 roku, na targowisku pewnej miejscowości na Śląsku. Piękny, letni wieczór, jeden z ostatnich „romli” czyli wesołych miasteczek /lunaparków/, towarzyszących uroczystości odpustu w parafii. Osoby występujące to: Gosia /Małgorzata/, osiemnastoletnia panienka i Jerzyk /Jerzy/, kilka miesięcy starszy młodzian. Miejsce zdarzenia: plac pełen karuzeli, strzelnic, kramów z różnościami sprzedawanymi z tej okazji, budy z lodami na patyku, a przede wszystkim głośna muzyka z odtwarzanych płyt gramofonowych. Z boku placu stały dwie dziewczyny, kiedy piszący te słowa przyszedł z kolegą zobaczyć co tam się dzieje. Po kurtuazyjnym „dobry wieczór" zdawkowe zapytanie, czy można się przyłączyć. Nie było odmowy, toteż zaczęła się szablonowa rozmowa o pięknej, wpadającej w ucho muzyce, o karuzelach pełnych młodzieży uczestniczącej w zabawie. Propozycja skorzystania z karuzeli „góra - dolina" skwitowana odpowiedzią, że czekają na ostatnia rundę, gdy przejazd będzie bezpłatny. Na takiej bezpretensjonalnej rozmowie czas płynął szybko i oto ostatnia jazda karuzeli. Trochę przepychania się na podejściu do niej, wreszcie rusza. Podnosząca się i opadająca platforma w czasie obrotu wywołuje śmiechy i piski, zabawa więc trwa w najlepsze. Ale koniec jej nadchodzi szybko. Milknie muzyka, zgromadzeni rozchodzą się do domów, a my oferujemy spotkanym dziewczynom odprowadzenie. Nie było to daleko, bo mieszkały w domu prawie obok placu. Kierując się w tę stronę kontemplujemy spędzoną razem godzinkę. Z mojej strony pada propozycja do towarzyszki, by spotkać się na drugi dzień, co zostało przyjęte.
Jerzy N.



















Proszę czekać...
Komentarze do artykułu: