Dopiero gdy pod wpływem wysokiej temperatury zwłoki pomordowanych zaczęły się rozkładać, władze pozwoliły na pochówek

PRAWDA O MORDZIE W ROGALINIE


Czytasz wydanie archiwalne Tygodnika Zamojskiego z 04 lipca 2007. Zobacz najnowsze wydanie.


PRAWDA O MORDZIE W ROGALINIE - W czerwcu minęła 62. rocznica zamordowania przez NKWD, w Rogalinie (gm. Horodło) czterech partyzantów AK. Mało kto zna prawdę o tych wydarzeniach, a w niektórych książkach, np. w opracowaniu Wojciecha Borsuka „Waszą śpiewamy gorzką chwałę”, podane są na ten temat bzdury – mówi mjr Roman Demczuk „Hanka”, organizator i komendant akowskiej placówki w Horodle, dowódca kompanii AK.
 

Demczuk mieszka od lat w Józefowie k. Warszawy i od dłuższego czasu walczy o prawdę o dziejach AK, o upamiętnienie ludzi, miejsc i wydarzeń związanych z wojennymi i powojennymi dziejami horodelskiej konspiracji. M.in. znalazł wiele przekłamań i nieprawdziwych informacji w książce „Łuny nad Huczwą i Bugiem", opracowanej przez Wacława Jaroszyńskiego. Korespondencja od majora Demczuka w tej sprawie jest jednak tak obszerna, że wymaga odrębnego omówienia.

W ocenianym przez majora Demczuka opracowaniu, Wojciech Borsuk zamieścił relację na temat tragicznych wydarzeń w czerwcu 1945 r. w Rogalinie, sporządzoną przez Benedykta Józefko, żołnierza oddziału partyzanckiego AK, dowodzonego przez ppor. Kazimierza Wróblewskiego „Maryśkę", a później oddziału Ruchu Oporu AK i WiN, pod dowództwem ppor. Wacława Bojarskiego „Hucuła".

Benedykt Józefko twierdzi, że żołnierzy AK, ukrywających się w Rogalinie, wydał Żyd - konfident NKWD, który kursował furmanką na trasie Uściług-Hrubieszów i udawał handlarza końmi. Próba jego zatrzymania i wylegitymowania w Strzyżowie przez dwóch żołnierzy podziemia nie powiodła się, a podejrzany „handlarz koni", mimo trafienia partyzancką kulą, uciekł.

Dwa tygodnie później, 11 czerwca 1945 r. - jak podaje Józefko - do Rogalina przybyło ok. 8 żołnierzy ROAK z „Hucułem" na czele. Część żołnierzy poszła na odpoczynek do jakiejś stodoły, a dwóch wysłał dowódca do magazynu broni, ukrytego w ogrodzie pewnej rodziny w pobliżu Strzyżowa. Jednym z nich był sam Józefko. Szli po pepeszę, kilka granatów i amunicję. Gospodarz obejścia miał mieć pseudonim „Motorek" lub „Toporek", a sam magazyn był istnym cudem techniki. Mieścił się w kotle przywiezionym z cukrowni Strzyżów i zakopanym w ogrodzie. Kocioł-magazyn długi był na 8-10 m i miał dwa wejścia. Jedno w szopie-drewutni, a drugie w ogrodzie. Partyzanci przyjęci mile przez gospodynię, pili herbatę, gdy nagle w pobliżu domu pojawiły się samochody z żołnierzami NKWD i ubekami. Kilku żołnierzy, kryjąc się w zbożu, miało uciec w kierunku Rogalina, a dwóch skryło się w magazynie broni.

„Zdążyliśmy wskoczyć do otworu kotła-magazynu, a starsza pani (matka lub teściowa „Toporka") zamknęła za nami klapę i jeszcze nagarnęła na nią drzazg i kory. Chwyciliśmy za automaty i granaty, K. K. stanął przy otworze wejściowym, a ja przy drugim - wspomina Benedykt Józefko. - Byliśmy zdecydowani bronić się do ostatka i drogo sprzedać swoją skórę (...). W tym momencie, gdy byliśmy przygotowani na najgorsze, stało się coś dziwnego. Ja słyszałem nad sobą, w ogrodzie tupot kroków, a kolega zarzucanie klapy klocami drewna i rozmowę: - Tutaj nikogo nie ma. Z tego wynikało, że ubowiec, który wszedł do szopy pierwszy, sprzyjał nam, bo prawie niemożliwe jest, aby stąpał po pokrywie i nie usłyszał pod sobą dudnienia. Zarzucił otwór chyba po to, aby inny nie znalazł wejścia".

W kotle tym - jak relacjonuje dalej Józefko - przesiedzieli cały dzień. Tymczasem w Rogalinie rozegrały się tragiczne wydarzenia. „Mrowie zbirów NKWD, przy pomocy UB, podeszło zbożami do miejsca zakwaterowania, otoczyło je i rozpoczęła się nierówna, krótka walka. Nasi koledzy zostali zasypani gradem pocisków z broni maszynowej, szybko zostali zlikwidowani. Polegli wówczas: Mieczysław Grzeszczuk ps. Skala (w rzeczywistości „Skała" - przyp. K. Cz.), żołnierz lasów strzeleckich, oddziału ppor. St. Witamborskiego ps. Mały (...), Tadeusz Gozdek ps. Feluś, konspirator i żołnierz ROAK, Paweł Zając ps. Zośka, dezerter z wojska, zagrożony aresztowaniem, żołnierz ROAK" - wspomina. Dalej zaś dopowiada, że Gozdek mógł się uratować ale chciał wyprowadzać z palącej się stodoły konie. „Dowódca Hucuł w początkowej fazie obławy - jak podaje Józefko - wystrzelał cały magazynek z pistoletu i pozostał w zbożu z jednym granatem - czekając na ostatnią rozprawę".

Krzysztof Czubara

Komentarze do artykułu:

  •  

    Lech7478@wp.pl 2012-02-28   20:36:49

    Prosze o wszelkie wiadomosci o moim wujku Witoldzie Kosmowskim ps Holownik czlonek zwz Horodlo.
  •  

    Lech7478@wp.pl 2012-02-18   11:25:59

    Poszukuje wszelkich wiadomosci,wskazowek,na temat mojego wujka Witolda Kosmowskiego ps"Holownik" czlonka AK Horodlo
  •  

    Tadeusz z Pomorza Zachodniego 2007-08-06   19:20:19

    Nie mozna zamordowac kogos,kto ma sprawna bron w reku i umie sie nia poslugiwac. Ci zolnierze padli lub zgineli w nierownej walce.Czesc ich pamieci.



wydanie archiwalne 27 z dnia 4 lipca 2007 r.


27 z dnia 4 lipca 2007 r.
Wydania archiwalne Tygodnika Zamojskiego


Ogłoszenia

Pogoda

  • Wtorek: Będzie gorąco.  Temperatura w dzień 27 st. C,  w nocy 15 st. C. Bez opadów, choć na niebie pojaiw się trochę chmur.
    Wtorek
  • Środa: Temperatura jeszcze wzrośnie. W dzień będzie 28 st. C, w nocy 15 st. C. Niebo bezchmurne.
    Środa
  • Czwartek: Pogoda załamie się. Temperatura obniży się do 17 st. w dzień. Noc nadal dość ciepła - 15 st. C. Zachmurzenie duże. Będzie padać.
    Czwartek

Newsy filmowe

więcej filmów

Kalendarz: co, gdzie, kiedy?

Ostatnie komentarze



Proszę czekać... Proszę czekać...