W naszych lasach żyje ponad 50 tys. zwierząt łownych, wśród nich kilkanaście szopów praczów i kilkaset norek amerykańskich
OBCY W LESIE
Czytasz wydanie archiwalne Tygodnika Zamojskiego z 04 kwietnia 2007. Zobacz najnowsze wydanie.
Już nie tylko sarny, jelenie, dziki, borsuki i wilki żyją w naszych lasach. Coraz częściej widywane są w nich nowe gatunki drapieżników, pochodzące z Ameryki Północnej. Norek amerykańskich mamy już więcej niż danieli i łosi razem wziętych! Szop pracz jest jeszcze rzadkością, ale nie ma wątpliwości, że już u nas zamieszkał. W połowie marca zakończyła się doroczna inwentaryzacja zwierząt w lasach, prowadzona przez myśliwych z pomocą leśników. Zarząd Okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego w Zamościu podsumował już dane zebrane przez koła łowieckie z całej Zamojszczyzny i cieszy się z wyników. W naszych lasach przybywa bowiem zwierząt, i to niemal wszystkich gatunków, które podlegają liczeniu. Wyjątkiem są lisy, ale to akurat chyba nikogo nie martwi. Lisy i tak rozmnożyły się nadmiernie, bo od lat szczepione są przeciwko wściekliźnie (ta choroba wcześniej zabijała część ich populacji). W tym roku naliczono ich niespełna 5 tys., przed rokiem - ponad 5,5 tys. Lisów wszędzie jest dużo, stosunkowo najmniej w lasach w powiecie tomaszowskim - "tylko" 960.
Skoro zabrakło naturalnej selekcji, myśliwi sami walczą z lisami, które polują przecież m.in. na kuropatwy, bażanty i zające. Wszystkie te gatunki od lat przeżywają kryzys. Niektóre z nich mają się już odrobinę lepiej. I tak kuropatw naliczono teraz ponad 8950 (przed rokiem - niecałe 7790), zaś bażantów 7700 (o 270 więcej niż przed rokiem). Koła łowieckie nie tylko ograniczyły polowania na nie, ale i wypuszczają do lasów zwierzęta tych gatunków pochodzące z hodowli. I to w ogromnych ilościach! Tylko w ub. roku kuropatw wypuszczono 1300, zaś bażantów - 2300.
Gorzej jednak z zającami. Co prawda ich liczba w ciągu ostatniego roku nie zmalała, ale i nie wzrosła - żyje ich u nas ok. 11 tys. (najwięcej przy lasach powiatu biłgorajskiego - prawie 3,5 tys.). To tylko na pozór dużo - w ciągu kilkunastu tylko lat, liczba szaraków w całej Polsce spadła o ponad połowę (z ponad 1,1 mln w 1990 roku do 477 tys. w 2006 r.). Zaszkodziło im wiele: zmiany w rolnictwie (wielkoobszarowe uprawy, zanik śródpolnych miedz i zakrzewień, zmniejszenie powierzchni upraw żyta), wzmagający się ruch samochodów, groźny wirus wywołujący epidemię tzw. zajęczego AIDS, coraz większa liczba zdziczałych psów i kotów oraz lisów, eksport żywych, odłowionych zajęcy (przed laty). Teraz wiele kół wstrzymało polowania na zające. Kilka z nich zaczęło kupować je w ośrodkach hodowlanych i wypuszczać przy lasach. Pierwsze w naszym regionie zdecydowały się na ten eksperyment koła łowieckie z Józefowa i Biłgoraja. W ub. roku zajęcy wypuszczono już 130.
Zające straciły jednak miano najpospolitszych zwierząt naszych lasów. Teraz więcej jest saren - w Polsce ponad 635 tys. (to też dane z pierwszych miesięcy tego roku) - czyli o ponad 130 tys. więcej niż szaraków. U nas te dysproporcje są mniejsze, ale liczba saren (ponad 11,5 tys. - przed rokiem 10 tys. 880) też jest wyższa niż liczba zajęcy!
Na Zamojsczyźnie przybywa też powoli innych zwierząt: dzików, którym bardzo smakuje kukurydza wysiewana na coraz większych areałach (ponad 1560 - rok temu niespełna 1430), jeleni (1098 - o 40 więcej niż rok temu), objętych całoroczną ochroną łosi (158 - o 59 więcej), danieli (100 - o 5 więcej). Ale w lasach nie wszystko jest w najlepszym porządku, bo gwałtownie wzrasta liczba drobnych drapieżników, co zagraża przede wszystkim ptakom (polowania i wyjadanie jaj), których myśliwi jednak nie liczą. I tak więcej jest kun (ponad 1630 - w ciągu roku ich populacja zwiększyła się o około 300 osobników, czyli o jedną czwartą) czy jenotów (ponad 550 - rok temu było 480).
(ar)


















Proszę czekać...
Komentarze do artykułu: