W klasztorze sióstr Kamedułek w Tyszowcach nie nocował jeszcze żaden dziennikarz. Zakon jest zamknięty, ma jedną z najsurowszych reguł życia. Ja tam byłam
KROK OD NIEBA, CZYLI W DOMU KAMEDUŁEK
Czytasz wydanie archiwalne Tygodnika Zamojskiego z 04 kwietnia 2007. Zobacz najnowsze wydanie.
- Proszę przyjechać – po długiej rozmowie zdecydowała s. Maria Margherita od Matki Bożej Różańcowej, przeorysza tyszowieckich mniszek. Nie dowierzałam.... Tego pragnęłam, po dziennikarsku, i po ludzku. Radość, ciekawość, niepokój – nie wiem, co było silniejsze. Niewiele dotąd wiedziałam na temat charyzmatu kamedulskiego. Przeczytałam, że mniszki dążą do świętości poprzez życie w odosobnieniu, milczeniu i pokucie. Prowadzą życie pustelnicze w ścisłej klauzurze. Ich zakon założył w XI w. św. Romuald, dziś patron zgromadzenia. Na świecie jest 18 rodzin kamedulskich (w sumie 166 mniszek): 8 we Włoszech, 3 w Tanzanii, 2 w Indiach, po jednej we Francji, Brazylii i Stanach Zjednoczonych oraz 2 w Polsce: w Złoczewie koło Sieradza (od 1949 r.) i w Tyszowcach - od 9 lat. Tutaj osiadły, prócz przeoryszy: s. Maria Krystyna od Matki Boskiej Jasnogórskiej (35 l. w habicie), s. Maria Scholastyka od Ducha Świętego (15 l. w klasztorze), s. Maria Łucja od Krzyża (10.l życia zakonnego) i s. postulantka Ania, która imię zakonne obierze w czerwcu podczas ślubów czasowych.
Jak żyją siostry za murem? Co ich tam trzyma? Jakie są? Dlaczego wybrały taką drogę życiową? Tego nie ma w żadnej publikacji. Jadę, zobaczę.
Do Tyszowiec wyjeżdżam wieczorem, niebo całe w gwiazdach. Po drodze mijam kilku pijanych, dwoje tulących się na parkingu, grupkę ludzi wychodzących z kościoła w Komarowie. A może siostra się rozmyśli? Może brama klasztorna będzie zamknięta? - kłębią się pytania.
Brama stała otworem. Jadę wzdłuż wysokiego muru. Ganek starej drewnianej plebanii (tu mieszkają mniszki, to ich klasztor, dopóki nie skończy się budowa nowego, obok) jest oświetlony. W blasku świateł lśni bielutka figurka Matki Bożej Niepokalanej. A gdzie druga? Widziałam ją kilka dni temu? Dzwonię do drzwi, raz, drugi. Cisza... Ganek to klasztorna furta. Nad drzwiami herb przedstawiający dwa gołąbki i napis: „Ego vobis-vos mihi". Później miałam się dowiedzieć, że to motto zgromadzenia: „Ja wasz - wy moi" albo „Ja dla was - wy dla mnie". Obok duże zdjęcie klasztoru i podpis: „Camaldolli, Italia". Przypominam sobie, że to święty erem kamedulski, kolebka zgromadzenia. Słyszę kroki, coraz bliżej. Zgrzytanie klucza i w kratce w drzwiach pokazuje się radosna twarz siostry Margherity.
- Szczęść Boże! Nie rozmyśliła się Pani? - zaskoczyła mnie. Przecież chciałam ją o to samo zapytać...
Zaprasza do środka. Półmrok na korytarzu, uderza zapach starego, niewietrzonego budynku. Malowane olejną farbą podłogi, na nich wykładzina, stare skrzypiące drzwi. Zimno. Ciężkie klasztorne drzwi zamykają się za mną.
Przeorysza prowadzi do pokoiku, w którym spędzę noc. Uderza ciepło, w kącie elektryczny grzejnik. - Woda jest tylko zimna... Surowe mamy tu warunki, dziewczyny się boją, rezygnują - wyjaśnia, pokazując skromnie urządzoną łazienkę. - Ale te, które zostają, widzą sens takiego życia. Pan Bóg nas na skrzydłach nosi. Gdyby go nie było, nie usiedziałybyśmy tu nawet pięciu minut. Każdy tego może doświadczyć, trzeba tylko chcieć.
Rozmawiamy przez kratkę w moim pokoju (z korytarza ciągnie chłód, widzę telefon i figurkę św. Romualda). Mniszka mówi mi, że za kilka dni minie ćwierć wieku odkąd jest w kamedulskim habicie.
- To jakby wieczność. Tylko Bóg umie wtłoczyć wieki w tak krótki czas - tłumaczy.
- A nie tęskni siostra za sukienkami w kwiaty? - pytam.
- Habit (biały i czarny welon) jest moją kwiecistą sukienką. Kocham go. Na nim cała łąka kwiatów, które wielbią Boga razem ze mną. Zobaczy pani jak radosne są inne siostry, ile kwiatów na ich habitach.
Przeorysza opowiada jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień. Pobudka o 5 rano.
- Będzie dzwonek, dla pani głośniej - mówi. - Dzień upływa nam od dzwonka do dzwonka, czas mamy rozplanowany co do minuty.
- Czy będę mogła porozmawiać z innymi siostrami?
- O! Nie. Tylko mogą modlić się i śpiewać psalmy. Siostry milczą.
Dostaję kilka książek: „Regułę św. Benedykta z Nursji", po łacinie i po polsku, bo jej nakazał przestrzegać św. Romuald, „Lectio Divina" (studium Pisma Świętego) i brewiarz benedyktyński.
Zostaję sama. Dostrzegam krzyż na ścianie, prosty, jakby z nieoheblowanego drewna, pod nim ikona Matki Bożej, chyba Nieustającej Pomocy. Stół, krzesła, stara wersalka i pierzyna. Pod taką spałam w dzieciństwie u mojej babci. Siostry pomyślały o wszystkim. Zostawiły czajnik elektryczny (z wodą), herbatę ekspresową, kawę i najprawdziwsze, też babcine, amoniaki z grubymi kawałkami cukru.
Słyszę dzwonek, godz. 22 - mniszki idą spać. Zapanowała absolutna cisza, choć wcześniej prawie też nie było słychać szmerów. Nawet korniki przestały wiercić w drewnie. Czytam. Boję się przewracać kartki, by tej ciszy nie zmącić.
Jednak ta niby-pustka wywołuje najważniejsze pytania: Po co człowiek żyje? Dla kogo? Dlaczego wokół tyle zła i gdzie jest Bóg? Czy panuje nad tym? Niech sprawi, by świat był lepszy! - krzyczę w duszy. Ale odpowiedzi nie słychać, tylko ta cisza wokół. Przypominam sobie słowa ks. Jana Twardowskiego: „w ciszy najpiękniej muzyka brzmi". Jaka muzyka? Siostra Margherita mówiła, że nie ma tu radia, nie oglądają telewizji, żadnego instrumentu w kaplicy. Skąd muzyka?
Nie mogę zasnąć. Myślę jak będzie jutro, co zobaczę, czy usłyszę głos boży?
Najpierw zbudziła mnie cisza. Za zakratowanym oknem szaro. Wiem, że jestem w klasztorze. Miał być dzwonek? A ja słyszę śpiew... ptaków. Ale się tłuką, chyba w świerkach, może w modrzewiach. Cichutki dzwoneczek. Patrzę na zegarek - 4.45. Jeszcze nie mój. Mniszki zaczynają się krzątać, słyszę szuranie butów, skrzypiące podłogi, zamykane leciutko drzwi. I głośny dzwonek - pod moimi drzwiami. Wstaję, zachowuje się dość głośno, by siostra słyszała, że nie zaspałam. Ptaki nie przerywają koncertu. Lodowata woda stawia na nogi. Trochę chłodno. Zaraz mniszki zbiorą się w kaplicy, w końcu budynku. Dla sióstr to serce klasztoru, bo tu dokonuje się spotkanie ze Słowem Bożym, tu mniszki spędzają najwięcej czasu. W programie dnia: Godzina Czytań, Jutrznia, potem Eucharystia (przychodzi proboszcz z tyszowieckiej parafii) - do godz. 8.
W kaplicy jeszcze półmrok, jakaś postać zapala światła. W głównym ołtarzu obraz Serca Pana Jezusa. Był tu, gdy mniszki przyjechały w 1997 r. ze Złoczewa. Został.
Potem kolejno kilka cieni sióstr wchodzi do kaplicy. Liczę - pięć. Każda zajmuje swoje miejsce na klęczniku, biorą brewiarz. Zaczynają psalmem: „Panie, otwórz usta moje, które głosić będą twoją chwałę". Potem kolejne. Śpiew jest tak błogi i cichy, jakby nie śmiał zagłuszać ptasiego koncertu.
Jadwiga Hereta

















Proszę czekać...
Komentarze do artykułu:
Rafalrn 2011-08-26 19:29:01
Dzisiaj odeszła do Pana s. Maria Krystyna od Matki Boskiej Jasnogórskiej (38 l. w habicie).R.I.P
ad 2011-02-12 10:12:02
felo de sesola 2011-01-27 14:12:05
solo Tuevolina 2010-12-30 19:27:16
ONLY YOUare the best on the world
olga 2009-09-20 16:40:35
gdzie szukac dalej tego tekstu bo po wpisaniu w google nie ma:(dracov6664 2009-05-19 12:21:34
Głubie kobiety o głupich obyczajach.Co zrobić,ich życie i niech sobie czynią co chcą,Jak tylko którą zobacze to mnie tylko9 śmiech ogarnia.Głupota Głupota Głupota.greta 2008-10-14 21:08:35
co to za piękny dar od Boga gdy powołuje człowieka do całkowitego zespolenia się ze Sobą. Podziwiam każdą Siostrę ale i Pana naszego za wielkie zaufanie jakim obdarza człowiekamada 2008-09-15 00:28:25
zrodziła się we mnie zaduma i podziw.Zaduma nad tym co dziś usłyszałam z ust jednej z Sióstr Kamedułek. Podziw- dla ich życia i oddania. Chyba zazdroszczę im konsekwencji realizowania celu swojego istnienia i to w takiej pięknej łączności z Bogiem. Moje wrażenia pogłębiły się jeszcze czytając ten piekny tekst, o pięknie ludzkiego życia. Zrodziła sie we mnie tęsknota. Myślę, że był Pani dany jeden z najpiękniejszych dni w swoim życiu.Chyba się nie mylę , bo inaczej nie byłoby takiego tekstu,opowiadania.Czytając miałam wrażenie , że jestem tam razem z Panią, że sama wchodże na poranną modlitwę do Kaplicy, że słyszę śpiew ptaków.krystyna 2008-07-14 11:03:33
Wczoraj w mojej parafii w Cieszynie były Siostry Kamedułki opowiadające o swoim zakonie i proszące o wsparcie .Jestem pod ogromnym wrażeniem zarówno tego,co przed momentem przeczytałam w powyższym artykule jak też spokoju i wielkiej pogody ducha na twarzy Siostrzyczki,której dałam niewielką ofiarę,prosząc Ją o modlitwę w intencji moich Dzieci.Byłam wprost uszczęśliwiona,że akurat miałam przy sobie pieniążki,bo zwykle to małżonek bierze "parę groszy" na ofiarę.Pozostaję w wielkim szacunku do stylu życia Mniszek Kamedułek,Ich modlitwy potrzebuje tak wielu ludzi.Agnieszka 2008-06-29 15:56:18
Poproszę o przesłanie mi mailem pełnej wersji reportażu, jeśli jest taka mozliwość. Z góry dziękuję i pozdrawiam serdecznie autorkę - tekst bardzo poruszajacy...mleczko 2008-05-21 10:04:16
KOCHAM CIĘ ANULKA moja bratnia DUSZO....... 2008-04-13 20:20:25
J2, 25eb 2008-01-22 16:50:44
Ania Maria Krista < angel among us < na skrzydłachDo księdza Leszka 2008-01-18 12:21:48
Bardzo dziekuję za zainteresowanie i ocenę tekstu. Rozumiem, że ks. Leszek jest znaną postacią w swoim środowisku, ale, niestety, nie wiem o którego księdza chodzi. Z jakiej parafii, diecezji.... Chętnie przesle egzemplarz "TZ" z całym reportażem . Prosze tylko skontaktowac się z redakcją i podać swój adres lub inne namiary. Pozdrawiam - Jadwiga Hereta (autor).ks. Leszek 2008-01-18 05:50:33
Probuje odnalesc pelny tekst tego wspanialego tekstu zgodnie z dopiskiem: "Pełna wersja tekstu znajduje się w wydaniu TZ nr 14 z dnia 4 kwietnia 2007 r. ", ale niestety tylko widnieje strona tytulowa.Czy mozna liczyc na przeslanie tego artykulu na moj adres. Pozdrawiam serdecznie. Ks. Leszekmonia 2007-11-18 13:24:11
Artykuł bardzo wymowny chciałabym przeczytać go w całości.To wielkie oddanie Panu Bogu każdej z tych sióstr jest naprawdę czymś niezwykłym. Nie każdy człowiek jest w stanie wyrzec się przyjemności i wygód na rzecz ascezy i modlitwy za kościół i ludzi. Dobrze że są takie siostry,które wypraszają u Boga łaski dla wszystkich. Bardzo je podziwiam.
mirek 2007-06-24 23:32:44
Dziś w parafii Matki Bożej Różańcowej w Rudzie Śląskiej , były siostry z tego zgromadzenia . Jedna z nich opowiadała o ich życiu . Podziwiam je . Żałuję , że nie podszedłem po mszy , ale nie miałem przy sobie ani grosza i tak jakoś głupio mi było , bo siostry kwestowały na budowę nowych pomieszczeń . Pewnie zrozumiałyby , ale teraz już jest po fakcie . Dobrze ,że znalazłem ten artykół i mam możliwość napisania paru słów . Pomodlę się dziś o Bożą i ludzką pomoc dla Nich :) Niech Bóg im BłogosławiPIOTREK 2007-05-26 22:40:48
PODZIWIAM TE SIOSTRY OD MAłEGO BOWIEM MIESZKAM W ZłOCZEWIE I JESTEM MINISTRANTEM TAKżE W KOśCIELE PRZY KLASTORZE, PRZEłOżONą Z TYSZOWIEC ZNAM GDYZ DłUGO BYłA ZACHRYSTIANKą U NAS. PAMIęTAM ICH ODJAZD. PODZIWIAM I DZIęKUJE ZA WSZYSTKO CO ROBIą DLA MNIE I MOJEJ RODZINYrenek 2007-04-10 09:37:58
Ciekawy jestem ile mozna w takim zakonie wytrzymać.kras 2007-04-08 13:34:54
Gratulacje. Z radością i jednym tchem przeczytałem reportaż. Jest tu świętość, człowiek, słabość i Bóg. Chętnie przeczytałbym więcej takich tekstów na łamach TZ. Dziekuje.anna 2007-04-04 12:55:05
Brawo! Pomysł przedni. Tekst to prawdziwe rekolekcjedudek 2007-04-04 10:13:11
W klasztorze panuje naprawdę miła atmosfera, choć byłem tam kilka razy. Pierwszy z ciekawości, drugi chyba też z ciekawości. Siostry, które otwierały furtę klasztorną była naprawd radosne i pełne radości. Ich mowa jesttaka piękna, jakby sam Chrystus przemawiał ich ustami.