Był kamieniarzem, jeździł spychaczem, teraz robi skrzypce
A W DUSZY GRA
Czytasz wydanie archiwalne Tygodnika Zamojskiego z 04 kwietnia 2007. Zobacz najnowsze wydanie.
Skrzypce muszą grać i żyć, bo inaczej nie będą się do niczego nadawały – mówi Roman Klucha, lutnik z Biłgoraja65-letni Roman Klucha urodził się w Rudzie Solskiej (gm. Biłgoraj). Jego ojciec był stolarzem, budował drewniane domy i robił meble. Do pomocy we wszystkich pracach brał najstarszego syna Romana. Chłopak wiele nauczył się od ojca i jako jedyny z trójki rodzeństwa odziedziczył po nim zdolności w tej dziedzinie.
- Miałem 12 lat, kiedy wuj przyniósł do nas skrzypce. Tak mi się spodobały, że chciałem koniecznie mieć takie same. Pamiętam, że posłużyły mi za pierwszy model. Odrysowałem kształt na jakiejś desce i z pomocą ojca wystrugaliśmy pierwsze skrzypce. O dziwo, nadawały się do gry - opowiada.
Spód skrzypiec był zrobiony z jawora, boki z leszczyny, a góra ze świerka. Smyczek również był jaworowy, a za struny posłużyło włosie z końskiego ogona, które kupili u sąsiada. Kolejny instrument, który zrobili z ojcem kupił od nich znajomy. Jego córka kształciła się w szkole pedagogicznej, gdzie wymagano, by każdy z uczniów miał własny instrument i uczył się grać. Ostatnie skrzypce, które pan Roman zrobił razem z ojcem, pochodzą z 1957 roku. Przez pięćdziesiąt lat przechowały się w domu pana Romana. Wystarczyło, że pociągnął je bejcą oraz lakierem i wyglądają jak nowe. Można też na nich grać.
- W latach 70. przeprowadziliśmy się z żoną do Biłgoraja. Trzeba było wykończyć dom i utrzymać rodzinę, więc zrezygnowałem z robienia skrzypiec. Z tego na pewno nie dałoby się wyżyć - mówi lutnik.
mp
















Proszę czekać...
Komentarze do artykułu: