W tym sezonie motocykliści z Frantic Riders Squad zamierzają ostro trenować, chcą też nauczyć się kilku nowych trików
NORMALNI EKSTREMALNI
Czytasz wydanie archiwalne Tygodnika Zamojskiego z 04 kwietnia 2007. Zobacz najnowsze wydanie.
Czwórka młodych ludzi z Zamościa i okolic od roku udowadnia, że motocykl wcale nie musi mieć dwóch kół, bo do jazdy wystarczy jedno (obojętnie – przednie lub tylne). Natomiast do siedzenia służy nie siedzisko, tylko zbiornik paliwa. Frantic Riders Squad (z angielskiego „Grupa wściekłych jeźdźców") tworzą trzej bracia: 20-letni Sebastian (na co dzień studiuje w Politechnice Lubelskiej), 17-letni Kamil (uczeń liceum), 16-letni Łukasz (uczeń technikum) i ich 19-letni kolega Bartek (również uczeń liceum).
Przygoda z motocyklami każdego z nich zaczęła się kilka lata temu. Jeździli poczciwymi komarami, mz-kami. Dziś dosiadają motocykli japońskich (kawasaki, honda, yamaha). Jazdą kaskaderską (lub jak kto woli akrobatyczną), czyli tzw. stuntem, zarazili się oglądając filmy z udziałem amerykańskich motocyklistów.
- Zawsze kręciła nas adrenalina, a ten sport dostarcza jej bardzo dużo - mówi Sebastian. - Naszej ulubionej rozrywce poświęcamy praktycznie każdą wolną chwilę. Jeździmy nawet wtedy, gdy na dworze jest tylko kilka stopni powyżej zera. W tym roku trenowaliśmy nawet w styczniu. Z miesiąca na miesiąc chcemy rozwijać swoje umiejętności tak, by kiedyś dorównać tym najlepszym. Dla nas wszystkich wzorem do naśladowania są światowej sławy kaskaderzy: Craig Jones, Chris Pfeiffer, AC Farias.
Członkowie Frantic Riders Squad potrafią zrobić na swoich motocyklach bardzo widowiskowe triki. Jeżdżą na tylnym (tzw. wheelie) lub przednim kole (tzw. stoppie), „palą gumę" w czasie jazdy. Popisowym trikiem Bartka jest tzw. apehanger. Jest to sztuczka, podczas której motocykl jedzie w totalnym pionie oparty na stalowym wsporniku zamontowanym za siedzeniem. W tym czasie kierowca, trzymając się kierownicy, zwiesza się z motocykla wlokąc za nim nogi. Z kolei Sebastian potrafi wykonać widowiskową sztuczkę zwaną high chair. -Siadam na zbiorniku paliwa w ten sposób, że nogi mam przełożone przez kierownicę - mówi. - Wtedy, puszczając szybko sprzęgło i jednocześnie dodając gazu, podrywam do góry przednie koło.
Młodsi bracia Sebastiana potrafią już np. zawracać motocyklem, jadąc na tylnym lub przednim kole.
Chłopaki z Frantic Riders Squad zgodnie twierdzą, że to, co robią jest dość bezpieczne. - Zagrożenie stwarzają motocykliści jeżdżący po ulicach miast z prędkościami dochodzącymi do 200 km/h - mówi Kamil. - My trenujemy na nieuczęszczanych parkingach poza miastem. Jeździmy z niewielkimi prędkościami, przeważnie 30-40 km/h.
Podczas kilku miesięcy treningów nie obyło się bez wywrotek. Niektóre z nich wyglądały dość poważnie, jednak młodzi motocykliści wychodzili z tych opresji prawie bez szwanku. Jedną z groźniejszych „gleb" zaliczył w zeszłym roku Bartek.
- Posłuchałem rady niedoświadczonego kolegi. Jadąc na tylnym kole, zmieniłem bieg z pierwszego na drugi. Nie wcisnąłem przy tym tylnego hamulca. Motocykl gwałtownie szarpnął i przeleciał do tyłu. Spadłem na ziemię, maszyna kilkakrotnie koziołkowała. Skończyło się na skręceniu nogi, kilku siniakach i konieczności naprawy motocykla - wspomina.
Kk


















Proszę czekać...
Komentarze do artykułu:
BARTUS 2007-12-20 19:04:33
DZIEKI ZINU!!!!!!!!!!Ulka 2007-06-08 15:07:32
To co wyczyniają chłopcy z FRS jest niesamowite. Fajnie, że znajdują tereny do ćwiczeń. Mam prośbę, jeżeli jest to możliwe to proszę o przesłanie całości artykułu na mój adres mailowy, gdyż nie miałam tego tygodnika.Pozdrowienia. Ulka
Alutka 2007-04-05 21:43:51
Siemka . Fajnie ze jestescie juz w tygodniku.Trenujcie Dalej....Pozdro:D