Romanse niezmyślone ? I nagroda
W WINNICACH PANA ADALBERTA (CZ. I)
Czytasz wydanie archiwalne Tygodnika Zamojskiego z 25 stycznia 2012. Zobacz najnowsze wydanie.
Lata pięćdziesiąte. Jestem uczennicą liceum. Mój ulubiony przedmiot to język francuski. Piękny, bogaty, z ciekawą literaturą, Nauczycielka opowiada nam o swoich przedwojennych podróżach po Francji, pokazuje pocztówki, mapy, czasopisma. Tu Pola Elizejskie, tu Bretania, tam Wybrzeże Lazurowe, niebawem oglądamy filmy francuskie z młodziutką Brigitte Bardot, z legendarnym Gerardem Philippem, bawi nas Fernandel, fascynują śpiewem Edith Piaf, Juliette Greco, Mireille Mathieu.
? Jaka szkoda, że tego nigdy nie zobaczycie! ? ubolewa pani Słomka.
Minęły cztery lata, zdałam na romanistykę i od września 1955 jestem studentką Uniwersytetu Warszawskiego. Wkuwam słownictwo, wyrażenia frazeologiczne, gramatykę historyczną, czytam teksty średniowieczne i współczesne. Zgłębiam Stendhala, Balzaca, Zolę, Camusa. Niebawem Warszawę odwiedzi słynny na świecie teatr Jeana Vilara. Spotkanie z najsłynniejszym wówczas aktorem Europy, wspaniałym Gerardem Philippem. Za parę miesięcy koncert Josephine Baker, Yves’a Montanda, Aznavoura. Docierają nagrania Edith Piaf, Juliette Greco, Mireille Mathieu. Z przemytu docierają też czasopisma „Cinemonde” i „Cine-Revue”.
Najbardziej jednak uwierała myśl: „nigdy nie zobaczę tej magicznej Francji”. Granice zamknięte od lat! Żelazna kurtyna na Odrze i Nysie, bo stamtąd wieje ten zgubny wiatr „zgniłego Zachodu”. Władze każą nam wyzbyć się wszelkiej nadziei.
Sabia
Cd. za tydzień
To jedynie część artykułu. Kompletny artykuł przeczytasz w e-wydaniu nr 4 z 2012 r..


















Proszę czekać...
Komentarze do artykułu: