Wojna widziana oczyma zwykłych ludzi i opisana w pamiętnikach, dziennikach, wspomnieniach i relacjach
WOJNA PRZYSZŁA W PIĄTEK
Czytasz wydanie archiwalne Tygodnika Zamojskiego z 08 września 2010. Zobacz najnowsze wydanie.
Tymczasem, jeszcze w lipcu i sierpniu, elegancki świat zamojski bawił się w restauracji Lisińskiego. Tanga i walce rozbrzmiewały też w ?Gontynie?, letnim klubie wojskowym usytuowanym na terenach pofortecznych Starego Miasta... Stoliki były ustawiane wśród kwiatów, a w głębi znajdował się okrągły, oświetlony różnokolorowo parkiet do tańca...
Ale dlaczego „tymczasem"? Bo w tym właśnie lipcu i sierpniu już „na skwerach, w sadach i ogrodach kopano zygzakowate schrony. Nakazano oklejanie okiennych szyb paskami białego papieru, co miało je chronić przed wpadnięciem pocisków artyleryjskich". Tak lato 1939 r. zapamiętała Maria Matuszewska (potem znana regionalistka).
A było to wyjątkowe piękne lato, suche i gorące. Feliks Magdziak (chłop z Wielączy): „Żniwa były dość wczesne, pamiętam pierwszą mobilizację na wojnę 15 sierpnia, pamiętam, że już na polu nie było snopków, ludzie młócili kieratami konnymi, susza była taka, że nie można było wbić kołków, ażeby ustawić kierat. Ja się śpieszyłem z młócką, bo też nie byłem pewny z pójściem na wojnę".
15 sierpnia Maria Matuszewska była wyjątkowo szczęśliwa. Tego dnia wypadały jej imieniny i po południu poszła z rodzicami do parku: „Siedzieliśmy tam w letniej cukierni, jedząc pod parasolami lody. I nagle... stanął przed nami goniec. Sąsiedzi na Browarnej powiedzieli mu, że jesteśmy w parku, więc przybiegł tutaj. Dobrze, że nas znalazł, bo sprawa pilna. Za pokwitowaniem wręczył ojcu >>powiestkę<<. Była to... karta mobilizacyjna".
Skrócone wywczasy
Tego właśnie lata Ryszard Adamczuk wybrał się na wakacje do Szczebrzeszyna, gdzie jego dziadek dostał pracę jako mechanik w tartaku. Podróż z Izbicy, gdzie mieszkał, do Zamościa, upłynęła sprawnie, bo trasę tę obsługiwał już „nowoczesnej budowy" autobus firmy „Plage-Laszkiewicz".
Anna Rudy
To jedynie część artykułu. Kompletny artykuł przeczytasz w e-wydaniu 36/2010.



















Proszę czekać...
Komentarze do artykułu: