Romanse nie zmyślone
CZEKAŁAM 50 LAT
Czytasz wydanie archiwalne Tygodnika Zamojskiego z 08 września 2010. Zobacz najnowsze wydanie.
Mam ochotę paść na kolana przed tą miłością. Dopadła mnie dosłownie, gdy byłam już dojrzałą osobą, zupełnie nagle i niespodziewanie. Nie szukałam nikogo. Znajomi umawiali mnie na różne spotkania, mniej lub bardziej udane, ale nie było tej właściwej osoby. Miałam podobno duże szanse kogoś mieć – jestem atrakcyjna, inteligentna, z poczuciem humoru – a jednak byłam sama. Byłam kobietą po przejściach. Za sobą zupełnie nieudane małżeństwo, zakończone rozwodem. Jedyną wartością z tego okresu, efektem skonsumowania związku był mój syn. Chciałam szybko zapomnieć o przeszłości, odzyskiwałam siły, by dalej żyć i pracować. Remontowałam i urządzałam swoje mieszkanie, wychowywałam syna - młodego i zdolnego człowieka. Pochylam się przed tą miłością i będę to robić do końca. Pracowaliśmy w jednej firmie, widzieliśmy się przelotnie w pracy, na zebraniu „Solidarności". Znajomy z pracy poznał nas na początku września, gdy jesień była jeszcze daleko. Tutaj ukłon dla kolegi, który zmusił mnie do poznania kogoś. Gdyby nie on, zapewne nigdy by do tego nie doszło, jak to w życiu bywa. Jakie było moje pierwsze wrażenie? Utkwiła mi w pamięci jego dobra, miła twarz - tak pomyślałam i ta myśl stale mi towarzyszyła. Wyglądał trochę na zabiedzonego - szczupły, smutny; potem dowiedziałam się dlaczego, poznałam okoliczności.
Elwira
To jedynie część artykułu. Kompletny artykuł przeczytasz w e-wydaniu 36/2010.

















Proszę czekać...
Komentarze do artykułu: