Romanse nie zmyślone
DŁUGIE DNI TĘSKNOTY (CZ. II)
Czytasz wydanie archiwalne Tygodnika Zamojskiego z 01 września 2010. Zobacz najnowsze wydanie.
Tak upływały lata. Dzieci rosły na naszą pociechę, byłam na swój sposób szczęśliwa. W domu był dostatek, dzieci zdrowe, mieliśmy dobrze płatną pracę. Wszystko w należytym porządku, gdyby nie wspomnienia o człowieku, którego kochałam. Podobno wspomnienia przynoszą ulgę, ale tak nie było.Minęło kilkanaście lat. Pewnego dnia zauważyłam, że naprzeciw mnie idzie mężczyzna i uśmiecha się. Pomyślałam, że ktoś się pomylił, ale kiedy zbliżyliśmy się, poznałam - to był Piotr! Staliśmy jak wryci. Serce łomotało jak oszalałe. Mgła przysłoniła oczy. Łzy płynęły po naszych policzkach. Byłam tak blisko jego, a tak daleko. Zdążyłam tylko wydusić, gdzie pracuję, i to wszystko. Zamieniliśmy ze sobą może dwa zdania. Odeszłam, nawet się nie oglądając.
Po kilku dniach znowu spotkaliśmy się. Okazało się, że przy ulicy, którą chodziłam do pracy, była firma, w której co jakiś czas rano musiał być Piotr. Zaczęły się nasze spotkania, co prawda sporadyczne. Piotr podwoził mnie rano do pracy i mogliśmy przez 20 minut porozmawiać.
Jasia
Koniec
To jedynie część artykułu. Kompletny artykuł przeczytasz w e-wydaniu 35/2010.



















Proszę czekać...
Komentarze do artykułu: