Jak wakacje, to i wakacyjny romans. Któż z nas go nie przeżywał...
SEZON NA MIŁOŚĆ
Czytasz wydanie archiwalne Tygodnika Zamojskiego z 28 lipca 2010. Zobacz najnowsze wydanie.
Piaszczysta plaża, długie spacery przy blasku księżyca, namiętne pocałunki. Na te chwile czeka się cały rok. Gdy szara rzeczywistość zostaje w domu, serce mocniej bije, hormony szaleją. W takich warunkach nietrudno o zauroczenie. Niestety, sielanka kończy się zazwyczaj wraz z ostatnim dniem lata.Anka jest niepoprawną romantyczką. Jeżeli miłość, to po grób. Pojechała na urlop do Władysławowa. Tak jak Karol. Przystojny, czarujący i - jak twierdził - kawaler. Na palcu ani śladu obrączki, tylko gładka opalenizna. - Przeżyliśmy cudowne chwile. Były kwiaty, czerwone wino do kolacji, miłosne uniesienia. Co raz z naszych ust padały słowa „kocham cię". Wpadłam po uszy. Z trwogą myślałam o tym, że niedługo będziemy musieli wrócić do swoich obowiązków. Karol jednak zapewniał, że nasza miłość przetrwa dzielące nas kilometry - wspomina Anka.
Nadszedł ostatni dzień urlopu i rozstanie. Karol obiecał, że się odezwie, że niebawem się zobaczą, że zaprosi Ankę do siebie do domu i będą żyli długo i szczęśliwie. Poproszony przez dziewczynę o podanie swojego numer telefonu, zrobił to, ale niechętnie. Anka po powrocie do domu bez przerwy wyczekiwała telefonu od ukochanego. Ten jednak milczał. W końcu zdecydowała się sama zadzwonić. Numer nie odpowiadał. Za którymś razem, gdy już udało jej się dodzwonić, to nie Karol był po drugiej stronie, tylko jakiś obcy mężczyzna.
Aneta Urbanowicz
To jedynie część artykułu. Kompletny artykuł przeczytasz w e-wydaniu nr 30 z dnia 28 lipca 2010 r..
















Proszę czekać...
Komentarze do artykułu: